Autopromocja

Wakar: Tadeusz Konwicki to ostatni polski romantyk

Tadeusz Konwicki i Gustaw Holubek / fot. Mariusz Kubik
Tadeusz Konwicki i Gustaw Holubek / fot. Mariusz KubikInne
16 stycznia 2015

Na świecie jestem przejazdem – mawiał. Godził się ze śmiercią najbliższych przyjaciół, twierdząc, ze płaci cenę za zbyt długie życie. W jego twórczości Ziemia majestatycznie kroczy ku przepaści. Przed końcem nie ma ucieczki

Najpierw umarł Gustaw Holoubek, potem Andrzej Łapicki. Ze słynnej trójki pozostał tylko Tadeusz Konwicki, ale zdawało się, że on też gotowy jest już do odejścia. Przemykał jeszcze swoim szlakiem między mieszkaniem na Górskiego, Nowym Światem a siedzibą Czytelnika na Wiejskiej, ale jak mówią ci, co go znali, coraz rzadziej. Zanikał, zapadał się w sobie, kurczył się, malał. Czas najpierw oswojony przez pisarza teraz okazał się nieubłagany, ale on ani myślał protestować. Po śmierci autora „Małej apokalipsy” Magda Umer napisała na portalu społecznościowym, ze jego odejście byłoby jeszcze smutniejsze, gdyby on sam tylko o tym nie marzył. Mawiał, ze przyjmuje samotność, a jednak wiadomo było, ze musi tęsknic za dawnymi czasy. Kiedy brakuje ludzi pamiętających to samo co ty, jest to znak, ze trzeba zbierać się do drogi.

Wiadomość o śmierci Tadeusza Konwickiego, która przyszła w styczniową noc, nie była zatem wieścią niespodziewaną. Przeciwnie, można jej było oczekiwać w każdej chwili, można było próbować oswajać ją od dawna, długo przed tym, jak nadeszła. Jednak nikomu nie przyszło to do głowy. Woleliśmy oddalać od siebie takie nieubłagane myśli, podkreślając, że wszyscyśmy z Konwickiego. Nie znam drugiego polskiego pisarza – a z wymienieniem obcych byłoby pewnie równie trudno – który tak jak Konwicki łączyłby pokolenia. Dzień po jego śmierci rozmawiałem z Maciejem Englertem, prosząc go o wspomnienie dla radiowej Dwójki. Stwierdził od razu, że to właśnie Konwicki był najważniejszym pisarzem, z jakim zetknął się w świadomym życiu. Potem zestawił „Wniebowstąpienie” z „Mistrzem i Małgorzatą” Bułhakowa. Obie powieści po raz pierwszy ukazały się w Polsce w 1967 roku, obie otwierały oczy na świat i uczyły, jak na własny użytek rozbrajać system bronią ze śmiechu, fantasmagorii i szyderstwa. Kiedy to mówił, czułem, że chcę podpisać się pod każdym słowem. Bo przecież był Tadeusz Konwicki także moim pisarzem. Pojmowanym inaczej, bo przez człowieka nadrabiającego zaległości wynikające z późnego stosunkowo urodzenia. Starsi mieli Konwickiego w krwiobiegu.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.