TEATR IM. ŻEROMSKIEGO | Dzięki przenikliwej reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego i znakomitej roli Magdy Grąziowskiej kielecka „Harper” staje się przejmującym studium kobiety po przejściach
Grzegorz Wiśniewski ma w dorobku wiele wyróżnień, z tym najważniejszym – Nagrodą Swinarskiego za gdański „Zmierzch bogów” – a jednak nie jest uważany za reżysera z pierwszego szeregu. Dlaczego tak się dzieje? Pewnie dlatego, że artysta rzadko pracuje na scenach uważanych za najważniejsze. Blisko związany z gdańskim Wybrzeżem i Jaraczem w Łodzi, najlepsze swe spektakle realizował właśnie tam oraz w Toruniu i łódzkiej filmówce. Swojego czasu dużo pracował w Teatrze Powszechnym, ma w dorobku spektakl w Studio i mocno przecenioną „Królową Margot” z Narodowego, a jednak nie zrósł się z Warszawą. Poza tym pracuje intensywnie i regularnie, ale w najmniejszym stopniu nie zależy mu na rozgłosie. I sam się na tym przyłapałem, że to właśnie on zdaje mi się reżyserem, by tak rzec, najbardziej bezpiecznym. Gdy idę na Wiśniewskiego, zwykle wiem, czego się spodziewać. Teatru skupionego na ludziach – bohaterach i aktorach, wypełnionego mocnymi emocjami, czasami szarpiącego nerwy. Takiego, który portretuje człowieka w zbliżeniu, interesując się nim od stóp do głów. I zwykle żywi się bardzo porządną literaturą, idąc wbrew obowiązującej tu i ówdzie tezie głoszącej, że dramaturgia się skończyła, bez sensu jest wystawianie sztuk teatralnych, bo są to rzeczy o sztywnej strukturze i konstrukcji. Wiśniewski w dramaturgię wierzy i całkiem dobrze na tym wychodzi. Wystawiał choćby Bernharda i Mayenburga, Witkacego i Czechowa, Williamsa, Ibsena, Schwaba, Sigariewa. Wiele tytułów i przedstawień – lepszych i nieco gorszych. A jednak jest to już firma. Nie zdarza mu się schodzić poniżej określonego poziomu.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.