PREMIERA DVD | Ktoś powiedział, że po obejrzeniu „Pokoju” poczuł się emocjonalnie sponiewierany, na koniec jednak przyszło oczyszczenie. Miał rację. Trudno o film wywołujący bardziej intensywne uczucia
Wielu widzów o filmie Lenny’ego Abrahamsona dowiedziało się dopiero wtedy, gdy Amerykańska Akademia obdarzyła go trzema nominacjami do Oscarów. Przyznam, że do Oscarów mam z roku na rok coraz bardziej ambiwalentny stosunek, emocjonuję się nimi niejako z obowiązku, a w gruncie rzeczy wybory akademików coraz mniej mnie obchodzą. Czasem zaskoczą na plus, jak przed rokiem z okładem, gdy wygrywał „Birdman” Inarritu, czasem rozczarują, jak przy ostatnim rozdaniu z triumfem „Spotlight”, filmu solennego, ale pozbawionego polotu, przynajmniej dla mnie doskonale obojętnego. „Pokój” jest przeciwieństwem takiego kina. Choć trudno zakwalifikować go jako dreszczowiec (z tej konwencji pochodzą może dwie sekwencje), sprawia, że podczas seansu siedzi się na brzegu fotelu, z napięcia obgryzając paznokcie, w dodatku zdarza się, że oczy wypełniają łzy wzruszenia i niby nie wiadomo, skąd się biorą. Trudno o obraz, w którym utożsamienie widzów z parą bohaterów byłoby tak absolutne. Od początku kibicujemy Jackowi i jego mamie, ściskamy kciuki, aby im się udało. Dlaczego? Ano dlatego chyba, że są zwyczajni i niezwyczajni jednocześnie. Więksi niż życie, ale tak bardzo bliscy.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.