Autopromocja

Nowa płyta Banks przyzwoita, ale nie porywa

Banks
BanksMedia
14 października 2016

POP | Dla Banks nagrywanie drugiej płyty „The Altar” było oczyszczające. Fanów album może nie zachwycić tak mocno jak jej debiut „Goddess” sprzed dwóch lat.

Banks "The Altar"
Banks "The Altar"

Muzyka jest dla mnie religią, a najświętszym miejscem jest ołtarz (ang. Altar) z moimi piosenkami” – słowa Jillian Banks świadczą o tym, że poważnie podchodzi do tego, co robi. Piosenki, które pisze, od lat są jej formą terapii przed lękami, depresją. Nie inaczej było z tymi, które umieściła na swojej drugiej płycie „The Altar”.

Banks zachwyciła swoim debiutem sprzed dwóch lat, któremu nadała dość odważny tytuł „Goddess” (bogini). Jeszcze przed jego wypuszczeniem pojawiła się w wielu zestawieniach (m.in. BBC Sound of) młodych artystów, na których warto zwrócić uwagę. Krążek wypełniła niepokojącą elektroniką, mrocznym R’n’B, a do tego gorzkimi tekstami, w których nie szczędziła przekleństw. Porównywanej do Fiony Apple, Erykah Badu czy Lauryn Hill artystce towarzyszył tajemniczy, momentami zimny i wyzywający wizerunek. Dla mnie, „Goddess” było jednym z najlepszych debiutów 2014 roku. Na jego następcy „The Altar” Banks w dużej mierze kontynuuje obrany wcześniej kierunek. Momentami brakuje tylko jednego: świeżego, odróżniającego ją od wielu wokalistek ze znakomitym głosem i całą rzeszą producentów klimatu, którym zaczarowała na „Goddess”.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.