Gość w dom, Bóg w dom – mówi stare polskie porzekadło. W filmie Adama Wingarda potraktowano je niemal dosłownie. David staje w drzwiach zrozpaczonej po śmierci syna żołnierza rodziny, podając się za przyjaciela zmarłego z wojska.
Przybysz obdarzony jest idealną sylwetką: od jego wyrzeźbionej klaty, zawadiackiego uśmiechu, figlarnych oczu i blond grzywki nie sposób oderwać wzrok. Odkąd Adonis zjawia się w życiu rodziny, pozornie wszystko zaczyna się układać. Głowa familii dostaje awans, córka wydostaje się z rąk dilera narkotyków, a syn uczy się stawiać opór wobec nękających go w szkole dzieciaków.
Także w lokalnej społeczności zachodzą teoretycznie pozytywne zmiany: kodeks prawa znów odzyskuje swoje znaczenie w miasteczku. A jeśli ktoś go nie przestrzega, cóż, wtedy marny jego los. Wszak w zgodzie ze swym boskim majestatem przybysz wynagradza tylko za dobre, za złe zaś karze. To właśnie te kary są najbardziej spektakularnym elementem „Gościa”. Krew bryzga tu strumieniami, przez ponad półtorej godziny projekcji spadnie niejedna głowa.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.