„Panowie Salem” to w przeważającej większości czystej wody grafomania, której infantylny styl odziera powieść z wszelkiego napięcia; parę fragmentów zahacza wręcz o niezamierzoną śmieszność.
Siła filmów Roba Zombiego kryje się nie tyle w scenariuszach, ile warstwie wizualnej. Ten rockowy muzyk zafascynowany horrorem okazał się sprawnym reżyserem. Swoimi dotychczasowymi dokonaniami udowodnił, że biegle opanował nie tylko gitarowe riffy, lecz także pracę z kamerą. To artysta wszechstronny i aż dziw, że zabrał się za pisanie prozy tak późno. Z drugiej strony wolno domniemywać, że w przypadku „Panów Salem” jedynie użyczył swojego nazwiska na okładce, a resztą – czyli przerobieniem scenariusza filmu o tym samym tytule – zajął się niejaki Brian Evenson, pisarz i akademik, mało u nas znany autor powieści grozy oraz dzieł z zakresu krytyki literackiej. Duet wydawał się wymarzony, a jednak nie wyszło. Ba, to nawet za mało powiedziane, gdyż „Panowie Salem” to w przeważającej większości czystej wody grafomania, której infantylny styl odziera powieść z wszelkiego napięcia; parę fragmentów zahacza wręcz o niezamierzoną śmieszność.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.