Wiem, że dawanie rad rządowi jest stratą czasu, ale ktoś musi być w tym kraju naiwny. No, to już niech padnie na mnie. Ostatnio zwiedziłem, na krzywy ryj, głośną wystawę Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Głośną, bo obecny rząd robi wszystko, aby posadę dyrektorów stracili ludzie mianowani przez rząd poprzedni.
Wystawa mi się podobała i nawet chętnie bym wiele pochwalił. Nie mniej chętnie zabrałbym głos w sprawie tego, co mi się w niej nie podobało. Tylko że każdy głos podziwu, a jeszcze bardziej każdy głos krytyki, odgrywa rolę w starciu „Kto kogo?”. Możliwość toczenia sporu o interpretację została nam, ludziom dobrej woli, odebrana.
Moja narracja muzeum wojny byłaby inna niż twórców wystawy. Nie wszystkie polskie okrutne doświadczenia automatycznie porównałbym do podobnych doświadczeń innych narodów europejskich.