Poseł do marszałka Sejmu powinien zwracać się z szacunkiem podobnym jak uczeń zwraca się do nauczyciela. Wyobraża pan sobie, że uczeń mówi: „nauczycielu mój kochany”? Być może to mogłoby się zdarzyć w przedszkolu, ale już nie w szkole podstawowej, a tym bardziej liceum – tak stwierdził marszałek Senatu. Dodał, że obrona posła Szczerby to obrona chamstwa.
Karczewski, ups, przepraszam, Pan Marszałek Senatu Karczewski Stanisław, nieprzypadkowo używa słowa „chamstwo”. W zachowaniu posła Szczerby chamstwa nie było, lecz ironia, ale wyrażonko „chamski” należy do ulubionych w słowniku Jarosława Kaczyńskiego. Jak Państwo rozumieją, łatwo zatem o dyfuzję tego pojęcia w kierownictwie Prawa i Sprawiedliwości.
Jako nauczyciel z 30-letnim stażem zapewniam Pana Marszałka, że nauczyciel, który wyrzuciłby ucznia z klasy za słowa: „nauczycielu mój kochany”, ośmieszyłby się – a tym bardziej, gdyby wyrzucał za te słowa swojego kolegę z pokoju nauczycielskiego. A jako dziennikarz z podobnym stażem chętnie dopowiem, że poseł, który wobec prowadzącego obrady Sejmu podchodziłby, „jak uczeń wobec nauczyciela”, ośmieszyłby się raz a dobrze. W instytucjach publicznych obowiązuje reprezentantów narodu okazywanie szacunku wobec instytucji państwa polskiego, jasne. Urzędnicy tego państwa, owszem, są przedstawicielami tej instytucji i z tego powodu powinni oczekiwać tych wszystkich „Szanowny Panie” etc. – jednak polityk, którego rozjusza wypowiedziana w żartobliwym tonie inwokacja „Marszałku mój kochany”, zachowuje się jak przedszkolak z kompleksem... mniejsza już o to jakim.