950 tysięcy obywateli podpisało się pod wnioskiem o referendum w sprawie sześciolatków w szkołach, który wczoraj trafił do Sejmu. Ale raczej nie opuści parlamentu i do głosowania nie dojdzie. Za jego odrzuceniem prawdopodobnie zagłosują PO i PSL. Referendum powinno być plebiscytem w ważnej sprawie. Staje się jednak bronią polityczną w rękach opozycji, której jak ognia boją się rządzący.
Celem referendum jest zakwestionowanie rządowych planów wprowadzenia dla sześciolatków obowiązku pójścia do I klasy. Ale nie tylko. Autorzy wniosku stawiają pytania o pięć kwestii. Oprócz zniesienia obowiązku szkolnego dla sześciolatków i przedszkolnego dla pięciolatków pytania dotyczą likwidacji gimnazjów, przywrócenia pełnego kursu historii w liceum oraz ustawowego wstrzymania likwidacji publicznych szkół i przedszkoli. – Jesteśmy pewni swoich argumentów, że społeczeństwo podejmie lepszą decyzję niż politycy – mówi Tomasz Elbanowski, jeden z inicjatorów referendum. Zanim jednak decyzję będzie mogło podjąć społeczeństwo, Sejm zdecyduje, czy w ogóle do referendum dojdzie. Na razie mają zostać przeliczone i zweryfikowane podpisy, dopiero potem, prawdopodobnie po wakacjach, wniosek trafi pod obrady. Tu podział jest klarowny. Autorzy wniosku liczą na poparcie opozycji i je dostaną. Niektóre postulaty, m.in. likwidacja gimnazjów, są popierane przez PiS i SLD. Decydować jednak będzie rząd, a on jest przeciwny wnioskowi. Od września przyszłego roku do I klasy obowiązkowo trafi pierwsze pół rocznika sześciolatków.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.