Brak zgody na mierzenie temperatury, maseczkę, izolowanie dziecka – część rodziców sprzeciwia się dodatkowym obostrzeniom w szkołach w związku z koronawirusem. Twierdzą, że brakuje w nich konsekwencji, nie ma też ku nim podstaw prawnych.
Od dziś uczniowie i rodzice muszą się mierzyć z dodatkowymi procedurami, które zostały opracowane przez dyrektorów na nowy rok szkolny w dobie pandemii. Jak podkreśla Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, w szkołach może funkcjonować nawet 26 tys. różnych rozwiązań. Resort edukacji przekonuje jednak, że to jest dobre rozwiązanie, bo właśnie dyrektorzy najlepiej znają specyfikę swoich placówek. Ale część rodziców, zwłaszcza tych, którzy są sceptyczni tak wobec wprowadzanych obostrzeń, jak i samego koronawirusa, szykuje się na batalię.
Nie dla maseczek
Minister Dariusz Piontkowski po konsultacjach z głównym inspektorem sanitarnym zdecydował, że choć nie będzie obowiązku noszenia maseczek w części wspólnej szkół, to dyrektorzy we własnym zakresie mogą takie rozwiązania wprowadzać, podobnie jak i inne restrykcje. Z takiej możliwości zdecydowała się skorzystać m.in. dyrekcja Szkoły Podstawowej nr 222 w Warszawie. Noszenie maseczek lub przyłbic w ogólnodostępnych przestrzeniach zamkniętych (w szatni, na korytarzu, w łazienkach, sekretariacie i bibliotece) obowiązuje tam wszystkich. Taką decyzję argumentuje się brakiem możliwości zachowania dystansu społecznego. Takie regulacje wprowadzają również inni szefowie placówek.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.