Wzmacnia więzi rodzinne i pozwala się cieszyć wolnym czasem – czy edukacja domowa to antidotum na szkolne problemy?
W środowisku medycznym często do pacjenta podchodzi się metodą „nierozpieszczania”. Według tej teorii lepiej nie udzielać za wielu informacji, nie być zbyt miłym i pomocnym, bo im więcej się pacjentom poświęci czasu, tym więcej będą wymagać, a po co nam taki kłopot? To jest niepisana reguła, której duża część pracowników się podporządkowuje. Ja nie mam zamiaru. Czy to źle? Nie wydaje mi się. Oczywiście nie jestem jedyną miłą i pomocną pielęgniarką, ale wiele razy zdarzało mi się obserwować niechęć medyków do wyjścia naprzeciw potrzebom pacjenta, nawet jeśli kosztowałoby to zaledwie parę minut rozmowy i uśmiech, a także doradzanie podobnej postawy młodszym pracownikom – tak Kinga Lubańska, która od pierwszej klasy szkoły podstawowej do matury uczyła się w domu, odpowiada na pytanie, czy ma problemy z podporządkowaniem się normom społecznym. To wszak jeden ze stereotypów, z którym mierzą się absolwenci edukacji domowej. – Są też bardziej przykre kwestie: nieetyczne i nieprofesjonalne czyny i postawy, których się nie tylko nie piętnuje, ale nawet nie dostrzega. Taka zmowa milczenia. Jeśli szkoła uczy podporządkowania się takim niepisanym normom, to dziękuję.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.