Pułapka polisolokat. To tylko reklamowe foldery, a tracimy na nich oszczędności życia

Skarbonka
SkarbonkaShutterStock
3 stycznia 2014

Polisolokaty to tylko reklamowe foldery i diabelskie sztuczki agentów. Większość państw Unii już sobie z nimi poradziła. Tylko Polska, Bułgaria, Litwa i Luksemburg nic nie zrobiły, by uregulować ich sprzedawanie.

Spójrz tylko, co moja żona z córkami kupiły za fantastyczny produkt finansowy – stary przyjaciel, jednocześnie klient mec. Anny Lengiewicz, był wyraźnie poirytowany, wyciągając z aktówki papiery. Tłumaczył: kobiety wpłaciły 5 tys. zł w coś, co miało być ubezpieczeniem, zarazem bezpieczną lokatą na przyszłość. Po roku okazało się, że kwota stopniała do 3,5 tys. zł, a ubezpieczyciel żąda, aby wpłacić kolejne 5 tys., bo inaczej stracą wszystko tytułem „opłaty likwidacyjnej”. – Nie jestem idiotą, nie dam już im ani grosza. Ale to wielki skandal, trzeba coś z tym zrobić – mówił. Prawniczka słuchała z zainteresowaniem.

Pozostało 97% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Powiązane