Choć większość osób zadłużonych w szwajcarskiej walucie może nazywać się pechowcami, to są tacy, dla których takie miano to dużo za mało
Powód, dla którego klienci działających w Polsce banków pakowali się w kredyty we franku, był jeden: ich cena. O ile np. w czerwcu 2008 r. średnie oprocentowanie kredytów mieszkaniowych w złotych wynosiło ponad 7 proc., o tyle koszt takiego samego kredytu we frankach wynosił niewiele ponad 4 proc. Różnica wynikała z niskich stóp procentowych w Szwajcarii, które 6 lat temu były na poziomie 3 proc., a u nas znajdowały się na poziomie dwa razy wyższym. Natomiast marże kredytów we franku wcale nie były niższe. Z danych Domu Kredytowego Notus wynika, że w połowie 2008 r. wynosiły średnio 1,2 proc. – o kilka dziesiętnych punktu procentowego więcej niż dla kredytów złotowych. – Ale już wtedy byli frankowcy, którzy musieli płacić marże na poziomie 2 proc. i więcej. Dotyczyło to w szczególności tych klientów, którzy mieli nie do końca czystą historię kredytową – podkreśla Michał Krajkowski z DK Notus.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
