Sikora: Sąd Najwyższy jak żona cesarza

Dominika Sikora / fot. Wojtek Górski
Dominika Sikora, zastępca redaktor naczelnej DGP
26 stycznia 2015

Margaret Thatcher, brytyjska premier, słynęła nie tylko z mocnej ręki w rządzeniu. Również z kilku wybornych bon motów. Kiedyś np. stwierdziła, że „jeśli chcesz, by coś zostało powiedziane – powierz to mężczyźnie. Jeśli chcesz, by zostało zrobione – powierz to kobiecie”.

Dziś patrząc na to, co wyrabia Sąd Najwyższy, pewnie powiedziałaby „jeśli chcesz, żeby coś zostało powiedziane – powierz to sądom. Ale jeżeli ma być zrobione – prawnikom”. Bo skoro najlepsi wśród najlepszych w środowisku prawniczym przy pisaniu wniosku do Trybunału Konstytucyjnego korzystają z pomocy prywatnej kancelarii prawnej? Stan naszej elity intelektualnej jest aż tak słaby? Nie mam problemu z tym, że prywatne firmy konsultingowe przygotowują analizy, ekspertyzy i opinie dla rządu. To powszechna praktyka, chociaż kosztowna, ale stosowana przez wiele państw. Widocznie pracownicy biur prawnych szeroko pojętej administracji rządowej nie mają do tego odpowiednich środków, predyspozycji, a może po prostu czasu. Akceptuję to.

Pozostało 79% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.