Pozór prawa do odwołania nie jest prawem

3 listopada 2021
Subiektywnie

„No right without remedy” (nie ma prawa-roszczenia, bez środka prawnego) - ta anglosaska maksyma, wpajana tamtejszym studentom prawa już na jego pierwszym roku, znaczy ni mniej, ni więcej, iż przyznane przez ustawodawcę prawa i wolności są nic nie warte, jeśli nie są zabezpieczone przysługującymi obywatelom środkami prawnymi służącymi ich ochronie.

Centralne miejsce wśród tych „środków prawnych” (remedies) zajmuje oczywiście prawo do sądu. Sądzę jednak, że anglosaska kultura prawna jest o wiele uboższa niż polska. To Polacy odkryli bowiem, że może być dokładnie odwrotnie: ustawodawca przyznaje jednostkom prawa procesowe, ale pozbawia je rzeczywistego znaczenia, jeśli przepisy, na gruncie których przyjdzie orzekać sądowi, są na tyle niejednoznaczne, pełne zwrotów niedookreślonych czy tzw. klauzul generalnych, że rezultatu procesu stosowania prawa nie da się przewidzieć. Zależy on w istocie od kaprysu organu stosującego prawo. Szczególnie jaskrawie widać to w przypadku kontroli rozstrzygnięć administracji publicznej dokonywanej przez sądy administracyjne. Im bardziej uznaniowa, a nawet blankietowa podstawa prawna kompetencji organu administracji publicznej, tym trudniej jest dokonać jakiejkolwiek sądowej weryfikacji legalności takiej decyzji (bo niby z czym ją weryfikować?). Innymi słowy, jaki jest sens przyznawania obywatelowi rozbudowanych gwarancji procesowych (procedur sądowych, prawa do odwołania, skargi, etc.), jeśli ustawodawca zdecydował, że formalnie poddana kontroli tych procedur władza może podjąć decyzję według własnego widzimisię?

Pozostało 81% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.