Jeżeli przedsiębiorstwo energetyczne nie zadba o to, będzie odpowiadało za wypadki, nawet gdy zostaną spowodowane przez samych poszkodowanych – uznał Sąd Najwyższy.
Źródłem sprawy był poważny wypadek sprzed niemal dekady, którego ofiarą był 12-letni wówczas Damian P. Chłopiec mieszkał wraz z rodziną w jednym z dolnośląskich miasteczek, w dawnym budynku dworca kolejowego zaadaptowanym na mieszkalny. W pobliżu przebiegała przed laty linia kolejowa, obok której znajdowały się również przewody sieci elektrycznej należącej do spółki PKP Energetyka. Tuż obok budynku, w którym mieszkał Damian P., usytuowana była podłączona do linii energetycznej i nadal czynna stacja transformatorowa. Nie była w żaden sposób ogrodzona (wiele lat temu otoczona była płotem, ale uległ on z czasem zniszczeniu), a o niebezpieczeństwie porażenia prądem informowały tylko tabliczki ostrzegawcze, zawieszone na korpusie stacji.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.