Buty uszyte sędziemu Łączewskiemu

Ewa Szadkowska
Ewa Szadkowska DGP
16 lutego 2016

Żeby było jasne: wcale nie mam pewności, że sędzia Łączewski nie ma nic za uszami (choć i tak pewnie zaraz dowiem się, że bronię „mafii w togach”). Zakładam też, że dziennikarze mieli czyste intencje, nawet jeśli była to zwykła chęć wysłania w świat sensacyjnego newsa. Ja tylko wciąż pamiętam dawne, przedinternetowe czasy, gdy szefowie nie wpuszczali na łamy artykułów bez uzyskania odpowiedzi na sakramentalne pytanie: „A co powiedziała druga strona?”. Temat drążyło się tak, by doskrobać się do dna. A jak wypływały jakieś „szczegóły”, to skrobało się jeszcze głębiej - pisze Ewa Szadkowska, redaktor prowadząca tygodnik „Prawnik” . 

Sędzia Wojciech Łączewski zaproponował znanemu dziennikarzowi Tomaszowi Lisowi pomoc w zwalczaniu rządu PiS. Brzmi absurdalnie? Nie dla wielu sympatyzujących z obecną władzą publicystów, którzy po doniesieniach w serwisie Kulisy24.pl i na stronie mało znanej „Warszawskiej Gazety” (jej motto: „Doprowadzamy lewactwo do wściekłości... I jesteśmy z tego dumni”) rzucili się sędziemu do gardła. Krew trysnęła strumieniami, oczywiście w wymiarze wirtualnym, bo zarówno cała afera, jak i kolejny medialny lincz na Łączewskim miały miejsce w internecie.

Pozostało 85% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.