Są dwie szkoły rządzenia. Jedni uważają, że lepiej w zgodzie i po cichu pchać wózek do przodu, niezależnie od tego, co na tym wózku wiozą. Robota jest zrobiona, wszyscy zadowoleni, a co z tego zostanie na później – mniej istotne. Tę metodę przywykło się nazywać koncyliacyjną, a jej wyznawcy na sztandarach niosą – słuszne skąd inąd – hasło „zgoda buduje, niezgoda rujnuje”.
Druga to metoda konfrontacyjna. Zanim cokolwiek się dokona, między rządzącymi odbywa się przepychanka. Nikt nie chce ustąpić w przekonaniu, że jego racja jest jedynie słuszna. Rozum i zbliżający się zmierzch każe jednak dojść wreszcie do jakichś ustaleń: zgoda, brak zgody czy kompromis. Wieziemy na wózku co nam wpadnie pod rękę, czy też usiłujemy dowieźć do celu tylko to, co cenne. Ale – co ważne – za ostateczną decyzję odpowiada ten, kto się przy niej upierał. Odium porażki bierze na siebie.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.