Kasprzycka: Tania polska krzywda

23 marca 2015

"Chemia z Niemiec" to hasło marketingowe, na które przez wiele lat byłam impregnowana. Nie rozumiałam, dlaczego niektórzy wolą kupować z dostawczego żuka proszki do prania, które stoją również na półce w sklepie za rogiem. Nie rozumiałam, dopóki nie spróbowałam. Ubrania wyprane po niemiecku rzeczywiście okazały się lepiej doprane i ładniej pachnące. Opowieści o tym, jak zmienia się jakość tego samego produktu w zależności od tego, czy mają go kupić klienci na Zachodzie, czy w Polsce, przestały być legendą.

Ale to, co jest najwyżej irytujące na poziomie proszku do prania, robi się prawdziwie żenujące, gdy chodzi o ludzkie życie. Z informacji, jakie DGP uzyskał w Biurze Rzecznika Ubezpieczonych, wynika, że ta sama zasada – jakość produktu zależy od miejsca, w którym jest oferowany – obowiązuje również w ubezpieczeniach turystycznych. Tam, gdzie Niemiec czy Francuz uzyska odszkodowanie za krzywdę doznaną w wyniku zamachu lub zamieszek, Polak obejdzie się smakiem. Polscy touroperatorzy dotąd nie wymusili na ubezpieczycielach (pytanie, jak mocno się starali), by polisy oferowane podróżującym obejmowały również zdarzenia bardziej dramatyczne niż złamanie nogi w hotelowym basenie.

Pozostało 62% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.