Na studiach mieszkałem z moim przyszłym szwagrem i peletonem jego, zmieniających się na różnych etapach, dziewczyn. Po latach trudno było mi odtworzyć ich listę albo nawet przypasować twarz do imienia, z wyjątkiem jednej. Małgorzaty.
Otóż Małgorzata wryła się w moją pamięć tym, że wysłała paczkę do siebie samej, bo pomyliła adresata z nadawcą. Może i nie ona jedna, ale pokażcie mi państwo drugą taką osobę, która nie dość, że wysyła sobie paczkę, to jeszcze musi zapłacić za odbiór (sprzedawała coś na Allegro z opcją płatności za pobraniem).
Przypomniała mi się ta historia, gdy kilka dni temu czytałem komunikat Ministerstwa Cyfryzacji zachęcający ludzi do otwierania eSkrzynek. To takie narzędzie, dzięki któremu będzie można nadane do nas listy polecone odbierać w formie cyfrowej. Przyjmijmy na chwilę to ryzykowne założenie, że znajdzie się grupa chętnych, którzy dla uniknięcia traumy, jaką i bez koronawirusa jest wizyta na poczcie, zgodzą się, by ich urzędową korespondencję otwierano, skanowano jej treść i dostarczano w postaci elektronicznej.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.