Ma ją Karta Narodów Zjednoczonych, ma ją Powszechna deklaracja praw człowieka, wreszcie ma ją także nasza konstytucja. A teraz będzie ją miała także nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym. Mowa o preambule. Preambule, w którą zgodnie z tradycją prawniczą opatrywane są najważniejsze akty prawne. Czy do takich zaliczyć można wspomnianą nowelizację? Jeśli o ważności aktu świadczyć miałoby to, w jakich bólach się on rodził, odpowiedź na tak postawione pytanie musiałaby być pozytywna.
Prace nad ustawą, która ma zlikwidować Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego i tym samym złagodzić napięcie między Brukselą a Warszawą, idą jak po grudzie. Ale, o czym pisaliśmy we wczorajszym wydaniu DGP, pojawiło się oto światełko w tym długim i niezwykle czarnym tunelu. Posłowie PiS i Solidarnej Polski mieli się porozumieć co do poprawek, które mają być zgłoszone na dzisiejszej komisji sejmowej i których celem jest tak naprawdę poważne okrojenie przygotowanego w Kancelarii Prezydenta projektu. Do tego nowelizacja ma zostać opatrzona preambułą, która ma „przywołać ducha relacji ustrojowych między Polską a UE”. Jej pomysłodawcy tłumaczą, że chodzi o „wskazanie, że ta ustawa powinna być interpretowana według prawa krajowego”. Innymi słowy, będzie tam powiedziane, żeby Unia Europejska, a tym bardziej Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie wtykali nosa w nie swoje sprawy i nie zajmowali się już sądownictwem w Polsce. Czy unijne organy wezwania tego posłuchają i grzecznie odstąpią od badania stanu praworządności w naszym kraju? Śmiem wątpić. A to wątpienie poparte jest doświadczeniem.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.