Przez lata z przerażeniem przyglądałem się „reprywatyzacji po polsku”, czyli reprywatyzacyjnemu bezprawiu.
Kamienice w Krakowie przejmowane przez lewych spadkobierców obywateli żydowskiego pochodzenia; wskrzesiciele przedwojennych spółek, którzy na podstawie choćby jednej kupionej w antykwariacie akcji chcieli (wielu się udało) przejąć ogromne tereny w Katowicach, stolicy i innych miastach; słynni kuratorzy ustanawiani przez bezmyślnych (?) sędziów dla żyjących po 120 lat albo i wiecznie dawnych właścicieli; nadzwyczaj skuteczni prawnicy handlujący za grosze roszczeniami i błyskawicznie zagarniający na własny lub zleceniodawców rachunek wielomilionowe majątki w Warszawie. To sprawy z grubsza znane, choć – jak to u nas – bardzo mało rozliczone.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.