Słowik: Pracownicze programy emerytalne, czyli jak syty głodnego nie rozumie

Patryk Słowik
Patryk SłowikDGP
30 czerwca 2016

Ostatnie miesiące to ożywiona dyskusja na temat reformy systemu emerytalnego w Polsce. Ot, debatujemy nad tym, jak podzielić dostępne pieniądze, by je cudownie pomnożyć i wypłacić emerytom. I jakkolwiek większość propozycji pasuje do filmów z gatunku science fiction, to tego typu dyskurs jest potrzebny. Między innymi brak rozmów, ścierania się poglądów leżał u podstaw reformy emerytalnej z 1999 r., którą coraz więcej Polaków postrzega w kategoriach katastrofy.

Można jednak odnieść wrażenie, że dyskusja ta zaczyna podążać w niebezpiecznym kierunku. Otóż remedium na bolączki Polaków ma stać się trzeci filar emerytalny, w tym przede wszystkim pracownicze programy emerytalne (PPE). Eksperci prześcigają się w pomysłach na to, jak zachęcić Polaków do odkładania środków właśnie w ramach PPE. Doszło nawet do tego, że na naszych łamach propozycje zmian zmierzających do rozwoju tego typu programów – czyli bądź co bądź systemu kapitałowego – raptem przed dwoma tygodniami zgłaszał wiceprezes ZUS. Czyli przedstawiciel instytucji, która zapewnia od lat Polaków, że konstrukcja systemu repartycyjnego zapewnia jego wydolność.

Pozostało 89% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.