Nie warto być najlepszym. Jeśli wybraliśmy taką drogę, żeby dobrze zarabiać, to znaleźliśmy się dzisiaj w ślepym zaułku.
Już przekonaliśmy się, czasem boeśnie, że nasza praca też jest towarem. Musi więc być komuś potrzebna, a jej cena – czyli nasze zarobki – bardziej zależy od popytu na nasze kompetencje niż od inflacji. Czyli jeśli nawet koszty utrzymania rosną szybko, to niekoniecznie jest to dla pracodawców argument, że powinni dać podwyżki. Większość z nas stara się więc temu rynkowi pracy przyglądać i dostosowywać swoją ofertę do jego aktualnych potrzeb. Staramy się kształcić, uczymy języków, jednym słowem – usiłujemy być jak najlepsi. Traktujemy to już nie jak gwarancję dobrej pracy, ale sporą szansę. Z rynku pracy od kilku lat płyną jednak sygnały wskazujące, że możemy być w błędzie. Im bardziej będziemy doskonalić swoje kompetencje i umiejętności, tym nasze oczekiwania płacowe będą szybciej rosły. A dziś trend jest taki, że najdroższych, czyli – najlepszych, zwalnia się w pierwszej kolejności. Żeby wziąć na ich miejsce gorszych, ale tańszych.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.