Radwan: Nie warto bronić urzędniczej trzynastki

Artur Radwan
Artur RadwanDGP / Marek Matusiak
14 października 2015

Trzeba mieć silną osobowość, aby łapać się za bary z systemem wynagradzania urzędników. Do tej pory wszyscy delikatnie sugerowali, że obecny system wynagradzania w administracji rządowej jest skostniały, ale nikt na poważnie nie chciał podejść do tematu. Pamiętam, co się robiło po słowach byłego już przewodniczącego Rady Służby Cywilnej Adama Leszkiewicza, gdy w wywiadzie dla DGP w 2009 r. mówił, że urzędnicy otrzymują pensje za samo przychodzenie do pracy, a nie za jej efekty.

Jeszcze większa burza się rozpętała, gdy były szef służby cywilnej zastanawiał się nad ograniczeniem trzynastki do jej pięciu procent wartości i podziałem pozostałych środków dla najlepszych urzędników. Wtedy podniósł się lament: jak to, przecież są to prawa nabyte, urzędnik, który przychodzi do pracy, zapoznaje się z zasadami jego wynagradzania i tego się trzyma. Nie można zmieniać zasad gry w jej trakcje – grzmieli związkowcy.

No cóż, opór wobec zmian wśród pracowników instytucji publicznych zawsze był duży. Wystarczy przypomnieć sobie ustawę o racjonalizacji zatrudnienia w administracji. Urzędnicy byli w stanie przygotować ponad 600 uwag do tego dokumentu, który ostatecznie nigdy nie wszedł w życie.

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381542mega.png

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.