Nie od dziś wiadomo, że hurtowe zmiany w prawie wprowadzane jedną ustawą mogą spowodować wiele kłopotów osobom, których dotyczą. Tak stało się w przypadku tzw. ustawy deregulacyjnej. Miała ona ułatwić pracodawcom sprawdzanie, czy ich pracownicy nie są pod wpływem alkoholu. A w praktyce doprowadziła do tego, że dziś nie wiadomo, na jakich zasadach ma być sprawdzana trzeźwość osób zatrudnionych w firmach.
Brak refleksji nad zmianami w prawie pracy stał się ostatnio standardem. Co druga nowelizacja dotycząca tych zagadnień to bubel prawny, który powoduje więcej problemów niż korzyści dla firm. Po niejasnych przepisach dotyczących szkoleń pracowników i zmianach w rozliczaniu czasu pracy, które nie do końca uczciwym firmom umożliwiają ograniczenie dni wolnych od pracy, w życie weszły nowe zasady badania trzeźwości pracowników. Cel był słuszny – na żądanie pracodawcy policja miała sprawdzać, czy dany pracownik jest pijany. Do tej pory firmy nie miały takiego prawa, choć są odpowiedzialne za zapewnienie bezpiecznych warunków pracy.
Nowe przepisy wprowadzono jednak wraz z kilkudziesięcioma innymi zmianami w tzw. ustawie deregulacyjnej. Przygotował ją resort gospodarki, a w Sejmie prowadziła komisja Przyjazne Państwo. I to niestety widać. Zmianami w prawie pracy zajęły się instytucje lub grona osób, którzy nie są do tego powołani i nie są ekspertami w tej dziedzinie. W rezultacie – mimo szczytnych celów – przyjęta została zmiana, która nie wskazuje, kto dziś zleca badanie trzeźwości pracowników, czy policja może zmusić pracownika do zabiegu pobrania krwi i kto za to wszystko płaci.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.