Urszula Mirowska-Łoskot: Telepracownicy bez przywilejów

Urszula Mirowska-Łoskot
Urszula Mirowska-ŁoskotDGP
18 marca 2011

To nie przepisy, lecz błędne przekonania pracowników i pracodawców blokują rozwój telepracy. Łagodzenie wymogów, jakie muszą spełniać stanowiska pracy telepracowników, może przyczynić się do tego, że firmy będą zmuszać podwładnych do pracy w domu.

W 2007 roku przyznawaną przez „DGP” nagrodę Bona Lex otrzymała nowelizacja kodeksu pracy wprowadzająca przepisy o telepracy. Przedstawicielom Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej nagrodę wręczał Bronisław Komorowski, ówczesny marszałek Sejmu. Dzięki nowym przepisom pracownik nie musi już codziennie przyjeżdżać do pracy, by wypełniać swoje obowiązki. Może wykonywać je w domu, a z pracodawcą kontaktować się za pomocą internetu lub telefonu. Telepraca miała zmotywować pracodawców do zatrudniania niepełnosprawnych czy matek. Ale w ciągu czterech lat nadal niewiele firm zdecydowało się na taką formę zatrudnienia. W Polsce jest jedynie 2 proc. przedsiębiorstw, które zatrudniają telepracowników.

Dlatego komisja trójstronna chce to zmienić. Już rozpoczęła przegląd przepisów o telepracy, które uznała za nieskuteczne. Z góry uznano bowiem, że skoro firmy nie zatrudniają telepracowników, to winne są oczywiście regulacje, które ich dotyczą. Wystarczy zatem złagodzić wymagania, jakie stawiają one firmom. Na celowniku rządu i partnerów społecznych znalazły się przede wszystkim uciążliwe przepisy bhp dotyczące stanowisk pracy w prywatnym domu telepracownika. Wiara w to, że zmiana przepisów spowoduje nagły wzrost telepracy, jest jednak złudna. Nie narzekają na nie te firmy, które zdecydowały się na zatrudnianie na odległość. Problemem są raczej błędne przekonania Polaków w sprawie telepracy.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.