Mamy potężny problem gospodarczy i wszyscy, którzy płacą uczciwie podatki, mają teraz prawo prosić rząd o pomoc - mówi Adam Góral prezes zarządu Asseco Poland SA.
Reklama
Czym jest obecny kryzys dla firm technologicznych?
Ta pandemia wywołała ogromny kryzys gospodarczy, którego skutki będą odczuwalne jeszcze przez wiele miesięcy. Ale równolegle przekłada się ona na przyspieszenie cyfryzacji w wielu obszarach.
A więc to szansa dla branży IT?

Reklama
Tak, choć przede wszystkim rośnie pozycja wielkich graczy, którzy dostarczają usługi w chmurze dla biznesu, administracji i osób prywatnych. Takich firm jest kilka na świecie i chociaż ze sobą konkurują, to jednak stopniowo powiększają swoją przewagę rynkową, wiedzę oraz wpływ na świat. To proces swego rodzaju centralizacji. I nawet dla takich przedsiębiorstw jak my – a Asseco jest dużą firmą, szukanie sobie miejsca stało się teraz ogromnym wyzwaniem. Na dodatek przyspieszenie tej cyfryzacji następuje w momencie, w którym sieć nie jest poddana społecznej kontroli, bo prawo nie nadąża za technologią.
Czy to niesie za sobą niebezpieczeństwa?
Nad wspomnianą centralizacją kontrolę sprawuje wąska grupa osób, a to daje im możliwość wpływu na wiele sfer życia ludzi. Dlatego tak ogromne znaczenie ma cyberbezpieczeństwo. A ono niestety w Polsce nadal raczkuje, m.in. dlatego, że liczba ataków na nasze systemy informatyczne nie była jeszcze duża. Dla Asseco ogromną szansą jest współpraca z naszymi zespołami w Izraelu, które mają w tym zakresie o wiele większe doświadczenie. Wierzymy, że dzięki temu możemy przyczynić się do wzrostu bezpieczeństwa cybernetycznego w naszym kraju.
Jeden z naszych rozmówców – Marcin Kuśmierz, prezes Home.pl – powiedział, że ten kryzys pokazał, jak bardzo jesteśmy analogową gospodarką (Magazyn DGP z 24 kwietnia 2020 r., „Nasza gospodarka jest wciąż analogowa”). Bo wielu przedsiębiorców natychmiast obcięło wydatki na informatykę.
Nie zgadzam się z tezą, że jesteśmy technologicznie opóźnieni. Na przykład nasz sektor bankowy jest w sensie informatycznym jednym z najnowocześniejszych na świecie. Od dawna mamy przewagę nad rynkiem amerykańskim, jeśli chodzi o zastosowania rozwiązań mobilnych. Dlaczego potężne banki ze Stanów wciąż używają zapomnianych już przez nas czeków? A dlaczego my wchodzimy w rozwiązania cyfrowe, które mogą podlegać atakom hakerskim? Bogaty jest bardzo ostrożny w podążaniu za innowacjami, bo one są eksperymentem. Być może takie rynki jak nasz służą do tego, żeby być miejscem testów dla nowych rozwiązań.
A inne branże?
W przedsiębiorstwach spoza sektora finansowego świadomość potrzeb informatycznych przez wiele lat była na niższym poziomie. Ale od pewnego czasu obserwujemy ogromny postęp we wszystkich sektorach gospodarki, co nie zmienia tego, że w dalszym ciągu trendy w IT wyznacza sektor bankowy.
Niemal wszyscy spodziewają się, że pandemia zmieni świat. Co taka zmiana może oznaczać dla pana jako lidera i dla pańskiej firmy?
Dzisiaj nie jesteśmy w stanie w pełni zdefiniować nadchodzącej rzeczywistości. Do tego, czego teraz doświadczamy, byliśmy nieprzygotowani. A powinniśmy, bo mogliśmy przewidzieć, że pojawi się szybko rozprzestrzeniający się wirus. Ale woleliśmy myśleć, że jakoś to będzie. I teraz znaleźliśmy się w nowym świecie, którego na razie nie rozumiemy. Wszyscy mówią, że będzie inaczej – i szukają sobie miejsca. W biznesie każdy rozumie, że im ma więcej klientów, im jego pozycja na rynku jest mocniejsza, tym większą ma siłę, władzę, tym dłużej będzie trwał. Jedni się bronią, inni przechodzą do ofensywy. Ten, który stracił wszystkie przychody, zastanawia się, co będzie jutro. Ten, który stracił ich część, mówi: „Ważne żebym przetrwał, to i tak dużo”. A jeśli ktoś ma te same przychody co dawniej, dalej myśli o przyszłości, inwestuje. To zależy od dziedziny, w której działamy. Najbardziej martwi mnie odwracanie naszej uwagi od tego, czym wszyscy powinniśmy się zajmować, niezależnie od poglądów, czyli od zdrowia i gospodarki. Jeśli potrafimy nad tymi sprawami zapanować, to będziemy mieli silny kraj, który tworzy warunki do tego, byśmy się rozwijali i byli zadowoleni z życia. Jak któryś z tych wymiarów zgubimy, to po nas.
Wróćmy do biznesu.
Co przedsiębiorca powinien robić, gdy spadają mu przychody? Czy ma zwalniać, mając przy tym świadomość, że krzywdzi mnóstwo rodzin? Przecież większość ludzi, którzy stracą w tych czasach pracę, długo nie znajdzie nowego zatrudnienia. Większość przedsiębiorców rozumie, że oni sami nic nie znaczą, że są silni siłą własnego zespołu. W przeszłości absolutnie mieli prawo moralne z kimś się rozstać, jeśli nie mieli dla niego pracy albo jeśli ktoś nie wywiązywał się z obowiązków. W dobie koronawirusa myśli się inaczej. Przedsiębiorcy i menedżerowie mają teraz ogromne dylematy.
A pomoc rządu?
Nie ma na świecie państwa, które byłoby przygotowane do takiej sytuacji. Z tego właśnie powodu powinniśmy wszyscy wspierać nasze władze oraz instytucje państwa, by mogły skupić się jedynie na dwóch wymiarach – zdrowiu i gospodarce. Nie rozumiem dyskusji o innych tematach. Środowisko biznesu pozytywnie przyjęło tarcze antykryzysowe. Oczywiście mamy świadomość, że ze względu na tempo działań proponowane rozwiązania mogą być obarczone błędami. Jeżeli będziemy na te błędy reagować poprzez konstruktywną krytykę, to uratujemy wiele miejsc pracy.
Czy przedsiębiorcy krytykowali rozwiązania zapisane w tarczach, gdy rząd prowadził z wami konsultacje?
Nie, ale były konstruktywne dyskusje. Pierwsza tarcza dotyczyła tylko małych firm. Czy człowiek zwolniony z wielkiej firmy jest inny? Upadek dużej firmy to zniszczenie kilkudziesięciu lat pracy. Niewiele jest w Polsce przedsiębiorstw dużych, rozpoznawalnych w Europie, więc tym bardziej takie straty byłyby niepowetowane. Dlatego prosiliśmy, by przestać dzielić nas na małych, średnich i dużych. Mamy potężny problem gospodarczy i wszyscy, którzy płacą uczciwie podatki, mają teraz prawo prosić rząd o pomoc. Były podziękowania za drugą tarczę, ale teraz wchodzimy w fazę jej realizacji – trzeba pilnie przygotować systemy w bankach i w ZUS, udrożnić wszystkie procesy przyjmowania i akceptacji wniosków. Miejmy świadomość, że to nie są banalne sprawy, że tego się nie da prosto zrobić z dnia na dzień.
Czy kryzys spowoduje, że trzeba będzie przemyśleć zarządzanie produkcją? Inaczej będziemy oceniać globalizację?
Dziś trzeba się skupić na tym, by przetrwać, a to dla wielu firm bardzo trudne. Te, którym to się uda, przyspieszą – o ile będą miały pieniądze. Zmienią się też modele biznesowe. Nasza firma sprzedawała oprogramowanie w klasycznym modelu: licencja, wdrożenie, potem faza utrzymania. Dziś klienci oczekują, że będziemy nasze oprogramowanie udostępniać w formie usługi, więc musimy przejść na model subskrypcyjny. Kiedyś robiliśmy projekt wart 50 mln zł i płacono nam 50 mln zł. A dziś musimy najpierw wydać te 50 mln zł, by później przez kilka lat odbierać zainwestowane środki. Przy szybko zmieniającym się rynku to podnosi ryzyko. Żyjemy w świecie wielkiej zmiany, więc cała sztuka polega na tym, żeby tak przejść przez czas niepewności, by po drodze jak najmniej stracić na nietrafionych inwestycjach. Ale każdy jest w innej sytuacji. Nie krytykowałbym kogoś, kto prowadził biznes i nie automatyzował produkcji i jej nie cyfryzował, bo po prostu działał zgodnie z potrzebami rynku.
Jeżeli kluczowy jest dostęp do finansowania, to może w tym kształtującym się na nowo świecie wciąż bogata Europa Zachodnia, która zechce do siebie przenosić produkcję z Azji, będzie zyskiwała?
Nigdy nie rozumiałem pędu bogatych do przenoszenia produkcji do Azji. Dla mnie najpierw ważna jest moja rodzina, później firma, Podkarpacie, Polska i w końcu UE. Tego potaniania za wszelką cenę nie rozumiałem, bo to oddawanie wiedzy i pracy. Proszę, dziś prawdziwym rywalem USA są Chiny. Myślenie, że „u mnie będą tylko architekci i projektanci, a czarną robotę wykona ktoś inny” doprowadziło nas do takiego porządku świata, jaki mamy. Ale wyciągnięto wnioski i produkcja zaczyna powoli wracać do krajów bogatszych. Prezydent Donald Trump już kilka lat temu poprosił prezesa Apple’a, by zbudował fabrykę w USA. Tego typu zachowania, że przede wszystkim dbamy o najbliższe otoczenie, są naturalne. Jeżeli my, Polacy, nie będziemy o tym pamiętali, to zostaniemy ograni. Szukając czegoś pozytywnego w tych smutnych czasach, mam nadzieję, że wielu z nas przebuduje hierarchię wartości, co sprawi, iż w tym szybko zmieniającym się świecie zajmiemy lepszą pozycję.
Czy to oznacza, że powinniśmy oczekiwać od państwa większego zaangażowania w gospodarkę? Czy powinniśmy ograniczyć ochronę konsumentów, danych osobowych, konkurencji i pozwolić na konsolidację, żeby obronić się przez przejęciami i konkurencją?
Jest to moment, w którym powinniśmy śledzić zmiany własnościowe, by nie zgubić osiągnięć z ostatnich 30 lat. Nie wykluczam wsparcia ze strony państwa w sytuacji, gdybyśmy tracili kontrolę nad dużymi firmami, tak mozolnie budowanymi przez ostatnie trzy dekady. Dotyczyć to powinno zarówno własności państwowej, jak i prywatnej. Dodatkowo Unia powinna tworzyć warunki stanowiące podstawę do rozwoju sztucznej inteligencji, która będzie decydowała o rozwoju biznesu w przyszłości. Powinniśmy dzisiaj przeanalizować uwarunkowania prawne w USA i Chinach, bo jeżeli europejscy innowatorzy będą mieli gorsze warunki niż przedsiębiorcy w tamtych krajach, to w tym wyścigu zapewne przegramy.
Czy to dotyczy tylko przewagi w innowacjach, czy również w sile kapitału?
Istnieje spore prawdopodobieństwo, że wielu inwestorów będzie sprzedawało akcje i czekało na to, co się może wydarzyć. Giełdy spadną – to będzie dobry okres do kupowania. Unia Europejska ma dziś poważne obawy, czy kryzys nie spowoduje wykupu europejskich firm przez firmy chińskie. Są sygnały, że rząd w Pekinie bardzo mądrze wykorzystał kryzys u siebie. Takie rzeczy mogą się więc dziać. To naturalne, że różne państwa mają ambicje, żeby tę sytuację wykorzystać dla wzmocnienia swojej pozycji.
Jakie szanse mają Polacy w tym rewolucyjnie zmieniającym się świecie?
W większości dziedzin gospodarki nie jesteśmy rozgrywającymi. Sztuka polega na tym, byśmy sprytnie szukali miejsca dla siebie. Kraje bogate mają przewagę zarówno w systemie edukacji, jak i wielkości budżetów przeznaczanych na ryzykowne inwestycje, czyli innowacje. Moim marzeniem jest to, abyśmy byli w wielu dziedzinach nowocześni. Bo to oznacza dobre i skutecznie działające firmy, które znaczącą część swoich zysków mogą przeznaczyć na rozwój.
A jak młodzi ludzie są przygotowani do przejścia przez ten kryzys?
Przykład z mojej firmy – mamy zespół ludzi młodych i zdolnych. W marcu jeden z liderów miał obiecaną podwyżkę, ale przyszedł do przełożonego i powiedział, że chce z niej zrezygnować, by pomóc przeprowadzić firmę przez kryzys. Kiedy to usłyszałem, byłem wzruszony. To są nasi milenialsi. Każdy rośnie w innych uwarunkowaniach. Może oni mają trochę inne potrzeby, nasz styl komunikacji się różni, ale w gruncie rzeczy oni są tacy, jak my dawniej.
Może po prostu mają uczciwe podejście?
Na ogół ludzie są porządni i uczciwi. Świat się musi bronić przed wąską grupą, która nie żyje zgodnie z regułami, a to bardzo dużo kosztuje. W Niemczech i Hiszpanii pomoc dla przedsiębiorców przyszła natychmiast. Dlaczego to było możliwe? Bo systemy w krajach dojrzałych są budowane na zaufaniu. Jeśli przedsiębiorca mówi, że zatrudnia stu ludzi, to tak jest. My budujemy systemy, myśląc o tej grupie 1–2 proc., którzy będą próbowali oszukiwać. To powoduje, że nasze systemy są dużo bardziej skomplikowane, co sprawia problemy dla 98 proc. uczciwych. Boję się, że nasza nieufność do państwa, do siebie nawzajem, osłabia nas i gospodarkę. Jeżeli zaczniemy budować systemy w oparciu o oświadczenie, zaufanie i wiarę, że znacząca większość ludzi chce przeżyć życie uczciwie i godnie, to będziemy dużo lepszym krajem.