Zgodnie z unijnymi przepisami już w przyszłym roku emisje dwutlenku węgla generowanego przez ciężarówki powinny się zmniejszyć o 15 proc. w stosunku do 2019 r., a na koniec dekady o 30 proc.
Osiągnięcie tych celów wymaga od przewoźników ogromnych inwestycji w wymianę taboru, ale brakuje programów wsparcia dla tego procesu.
– Kwestia elektromobilności jest największym problemem, jaki stoi w tej chwili przed transportem drogowym. Osiągnięcie zeroemisyjności w sektorze: transport-spedycja-logistyka w połowie stulecia jest ogromnym wyzwaniem, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że połowa polskich firm transportowych zatrudnia co najwyżej jednego pracownika albo nie zatrudnia żadnego. Z kolei aż 40 proc. zatrudnia od dwóch do dziewięciu pracowników – wylicza Maciej Wroński, prezes Transport i Logistyka Polska. – Dla takich przewoźników możliwość inwestycji w ciągniki elektryczne, które na razie są czterokrotnie droższe niż ich spalinowe odpowiedniki, jest nikła. Zwłaszcza że już zakup czy leasing ciągnika spalinowego kosztującego kilkaset tysięcy złotych jest dla takich podmiotów sporym obciążeniem – dodaje prezes TLP.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.