Ile zapłacimy za irańską blokadę naftową? Widmo inflacji i nowych obciążeń dla przemysłu

Tajlandzki statek flagowy trafiony irańskimi pociskami w Cieśninie Ormuz.
Widok płonących okrętów skutecznie odstrasza przed próbami sforsowania irańskiej blokady kluczowego szlaku eksportu ropy i gazu z Zatoki PerskiejPAP/EPA / ROYAL THAI NAVY / HANDOUT
dzisiaj, 20:01

Orlen nie widzi ryzyka dla polskich dostaw gazu i ropy, a rząd – do uwalniania strategicznych rezerw. Ale to nie znaczy, że przez kolejną odsłonę kryzysu energetycznego przejdziemy suchą stopą. Zwłaszcza jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie i blokada cieśniny Ormuz się przedłużą.

Na europejskich rynkach ropy i gazu utrzymuje się wysokie napięcie. Cen paliw nie udało się okiełznać mimo historycznej decyzji państw należących do Międzynarodowej Agencji Energii (MAE) o stopniowym uwolnieniu 400 mln baryłek z kontrolowanych przez nie rezerw ropy naftowej (to 1/3 rządowych rezerw 32 państw należących do tej organizacji i więcej niż łączny wolumen poprzednich pięciu uwolnień, na które zdecydowała się MAE w swojej historii). Na koniec tygodnia za baryłkę ropy Brent nadal trzeba było zapłacić ok. 100 dol., 40 proc. powyżej średniej notowań z lutego, a za megawatogodzinę gazu w rotterdamskim hubie TTF – ponad 50 euro (prawie 50 proc. powyżej lutowej przeciętnej).

Wyłączenie Nord Stream pomnożone przez dwa. Polska poza epicentrum kryzysu?

Ta dynamika cen to jeden ze skutków egzekwowanej przez Iran blokady cieśniny Ormuz, głównego szlaku eksportu ropy i gazu skroplonego (LNG) z Zatoki Perskiej. Szacuje się, że w zeszłym roku przepływało nią średnio 20 mln baryłek ropy dziennie, co stanowiło ¼ globalnych dostaw surowca realizowanych drogą morską. Zeszłoroczny wolumen gazu eksportowanego tę trasą to ok. 112 mld m sześc. – 20 proc. globalnych dostaw LNG. Dla rynku gazu wyłączenie tego szlaku ma – jak ocenia MAE – znaczenie dwukrotnie większe niż wstrzymanie przesyłu rurociągiem Nord Stream.

O tym, że polskie dostawy ropy i gazu nie są zagrożone, zapewniają zarówno przedstawiciele rządu, jak i władze grupy Orlen, dominującego gracza na krajowym rynku paliw. Według słów Roberta Soszyńskiego, wiceprezesa Orlenu, Polska jest „całkowicie bezpieczna”. Miłosz Motyka, czyli minister energii, mówił z kolei w czwartek w Sejmie, że rząd nie widzi żadnych zagrożeń dla dostaw ropy, a katarski gaz, którego planowane na kwiecień dostawy zostały wstrzymane, Polska jest w stanie zastąpić surowcem pozyskanym z innego kierunku, co już się dzieje.

Rachunki grozy na stacjach paliw. Naftowa broń Iranu to ropa po 200 dol. za baryłkę

Faktem jest, że – jak pisaliśmy na łamach DGP – w przeciwieństwie do kryzysu energetycznego z lat 2021–2022 w przypadku blokady Ormuzu głównymi poszkodowanymi są kraje azjatyckie, bo to one są odbiorcami lwiej części ropy i LNG z Zatoki Perskiej. Rynki obu tych towarów mają jednak charakter globalny.

– Nie podoba mi się nadmiar urzędowego optymizmu w narracji oficjalnej. Sytuacja jest poważna z racji na sam tylko wzrost kosztów paliw. Niestety niewiele wskazuje, żeby w najbliższym czasie ceny miały spaść. Iran zrobi wszystko, żeby eskalować kryzys, windując notowania ropy nawet do 200 dol. za baryłkę – ocenia Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych. Przyznaje jednocześnie, że na razie sytuacja pod względem dostępności ropy dla polskich rafinerii wydaje się opanowana. – Sygnałem, który to potwierdza, jest chociażby brak decyzji o uwolnieniu rezerw strategicznych w czasie, kiedy zrobiło to już 12 państw Międzynarodowej Agencji Energii – zauważa ekspert.

Bezpieczeństwo energetyczne tylko na spokojne czasy. Czas na dywersyfikację 2.0?

Zdaniem Sikory, eskalacja i rozlewanie się regionalnych konfliktów czy nawet wydarzenia losowe łatwo mogą jednak zburzyć to nasze poczucie bezpieczeństwa, a Polska powinna być na takie czarne scenariusze przygotowana. Dostawy saudyjskiej ropy – stanowiące gros zaopatrzenia Orlenu – mogą ucierpieć np. w przypadku intensyfikacji aktywności jemeńskich Huti na Morzu Czerwonym.

W kwestii gazu Polska jest narażona z kolei zarówno na ewentualne zakłócenia dostaw amerykańskich, jak i ograniczenie ruchu na Bałtyku czy zniszczenie infrastruktury biegnącej po jego dnie. – Wciąż nie jesteśmy przygotowani na te nowe, niespokojne czasy. Obecny kryzys to kolejny w ostatnich latach dzwonek alarmowy, żeby rozbudować krajowe zapasy paliw, przede wszystkim gazu ziemnego i gotowych paliw: diesla, LPG czy paliwa lotniczego – przekonuje nasz rozmówca.

A jak w obliczu kryzysu powinien zachowywać się konsument? – Właścicielowi jednego samochodu zalecałbym utrzymywanie co najmniej 3/4 zapełnienia baku, a do tego 20-litrowy kanister w zapasie – mówi Sikora. Zwraca też uwagę na sytuację konsumenta hurtowego, który niekoniecznie będzie miał alternatywne możliwości optymalizacji niż próba przeniesienia podniesionych kosztów na odbiorcę. – A wtedy szykujmy się na walkę z inflacją, bo ona nas niestety czeka – dodaje.

Czas nie jest przyjacielem Europy. Blokada Ormuzu zaboli przemysł?

O tym, że mimo wszystko na tle UE sytuacja Polski nie wygląda źle – zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę znaczący udział ropy i gazu z Bliskiego Wschodu w jej dostawach – mówi nam Agata Łoskot-Strachota z Ośrodka Studiów Wschodnich. – Saudyjska ropa płynie do nas przez porty na Morzu Czerwonym i Kanał Sueski, z pominięciem cieśniny Ormuz. Dwa ostatnie ładunki LNG z Kataru zdążyły wypłynąć do nas przed irańską blokadą, dzięki czemu mamy czas, żeby zastąpić kolejne odwołane dostawy z tego kierunku – wylicza ekspertka.

Poza tym – dodaje – czynnikami stabilizującymi sytuację na rynku gazu są: wydobycie krajowe, dostawy rurociągowe z Norwegii, w istotnej mierze oparte na wydobyciu własnym Orlenu, oraz umowy długoterminowe na amerykańskie LNG, indeksowane do ceny paliwa na tamtejszym rynku, która podlega wahaniom w mniejszym stopniu niż notowania w Europie czy Azji. Łoskot-Strachota odnotowuje ponadto, że sezon zimowy kończymy ze stosunkowo wysokim poziomem zapasów magazynowych gazu – są nadal zapełnione niemal w połowie – a jednocześnie obserwujemy rosnące temperatury, co zwiastuje nieuchronny spadek zapotrzebowania na ten surowiec. – Naszą elastyczność zwiększa też stosunkowo niewielka rola gazu w elektroenergetyce oraz możliwość stabilizowania się „brudniejszą” energią z węgla – zaznacza.

Wszystko to nie znaczy jednak, że możemy sobie pozwolić na obojętność wobec wydarzeń w Zatoce Perskiej. – Polska funkcjonuje w ramach rynku europejskiego, więc trudno sobie wyobrazić, żeby ceny paliw w naszym kraju były wyraźnie niższe niż w naszym otoczeniu. Im dłużej trwać będzie wojna, tym bardziej zaostrzać się będzie rywalizacja importerów o zasoby, także na arenie globalnej. W pewnym momencie – tak jak działo się to w poprzedniej odsłonie kryzysu energetycznego – może okazać się np., że część producentów będzie skłonna nawet łamać kontrakty, jeśli alternatywny odbiorca zaoferuje odpowiednio wyższą stawkę – mówi ekspertka OSW.

Przede wszystkim jednak, według niej, Europie zagrażać będą – wzmacniające się z czasem trwania konfliktu – skutki gospodarcze dalszego rzędu. – Wyższe koszty paliw siłą rzeczy przekładać się będą na różne produkty pochodne, a ostatecznie na inflację konsumencką. Trudna może okazać się też sytuacja europejskiego przemysłu, który już i tak zmaga się z niekonkurencyjnymi cenami energii. Słowem, kryzys na Bliskim Wschodzie może pogłębić już istniejące strukturalne problemy europejskich gospodarek – ostrzega Łoskot-Strachota. Wreszcie, jak dodaje nasza rozmówczyni, trzeba liczyć się i z tym, że przedłużające się napięcie na rynku paliw wpłynie na unijną dyskusję na temat zrywania z Rosją. – Komisja Europejska nie dała żadnych sygnałów, które wskazywałyby na możliwość zmiany stanowiska w tej sprawie, ale dla krytyków tego kierunku wśród państw członkowskich będzie to z pewnością dodatkowy argument, żeby kwestionować lub spowalniać ten proces – prognozuje.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: GazetaPrawna.pl / Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.