To już nie są żarty. Amerykanie na poważnie zabrali się do wałkowania problemu stagnacji płac. I to jest chyba najbardziej konkretny (jak dotąd) „pożytek” z kryzysu. Byłoby wybornie, gdyby i do nas przeszło przynajmniej troszeczkę atmosfery i energii tej debaty.
Już kilka tygodni temu pisałem w tym miejscu o świeżej daty wystąpieniu Roberta Solowa. Sędziwy noblista narzekał, że prawdziwą przyczyną trwającej już prawie od dekady „wielkiej stagnacji” jest radykalne przesunięcie relacji pracownik – pracodawca na korzyść tego drugiego. Teraz mamy tę samą tezę, tylko podaną dużo bardziej dogłębnie i opartą na liczbach. Waszyngtoński think tank Economic Policy Institute (EPI) opublikował tekst pod tytułem „Understand the historic divergence between productivity and a typical worker’s pay. Why it matters and why it’s real?” (Zrozumieć historyczne rozejście się produktywności i płac. Dlaczego jest to prawda, która ma znaczenie). Jego autorami są ekonomiści Lawrence Mishel (szef EPI) oraz Josh Bivens.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.