Niektóre samochody miały być wizytówką koncernów, a stały się ich piątym kołem u wozu. Za każdym razem błąd tkwił gdzie indziej – w wyglądzie, cenie lub złym pozycjonowaniu auta.
Szef Volkswagena Ferdinand Piech pojawił się w studiu projektowym firmy w Wolfsburgu i zaprosił na rozmowę cały zespół. Najpierw dziękował stylistom, inżynierom i naukowcom za wszystko, co zrobili dla koncernu i zapewniał, że w dużej mierze to właśnie im marka zawdzięcza sukces, jaki odniosła w latach 80. i 90. Okazało się, że ta laurka miała cel motywacyjny – chwilę później bowiem Piech zażyczył sobie, aby cała ekipa porzuciła wszelkie dotychczasowe zajęcia i zbudowała... najlepsze auto świata. Koszty nie grały roli. Tak w pięć lat powstał Phaeton – samochód, który miał być ukoronowaniem całej historii Volkswagena i jednocześnie jego wizytówką. Nawet nazwę miał wielką, pochodzącą od imienia syna Heliosa – boga słońca.
Gdy Piech osobiście prezentował światu auto w 2002 r., był pewien, że rozjedzie ono konkurentów z Mercedesa, Audi i BMW. Zarówno pod względem technologii, jak i komfortu. Okazało się, że Phaeton rozjechał jedynie marzenia samego Piecha. Z zakładanych 30 tys. sztuk Volkswagen sprzedaje zaledwie 5 – 6 tys. Phaetonów rocznie, z czego 20 proc. trafia do... Korei Południowej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.