Ostatni tydzień unaocznił, jak bardzo polityczny charakter ma obecny kryzys. Premier Papandreu przecież nie po to wpadł na pomysł referendum, aby zwiększyć swą siłę przetargową w relacjach z Angelą Merkel i Nikolasem Sarkozym.
Zaproponował to rozwiązanie na potrzeby wewnętrznej polityki. Ogłaszając, że chce przeprowadzić referendum, zupełnie nie przejmował się reakcją swych rozmówców w Unii Europejskiej. Wyglądało też na to, że był nią zaskoczony. Przypomnę, że duet Merkel – Sarkozy odpowiedział ostro: albo referendum, albo euro. Nerwowa reakcja rynków i postawienie sprawy na ostrzu noża podziałały. Pytanie tylko, dlaczego Papandreu nie brał takiego obrotu sprawy pod uwagę. Widać, jak głęboko grecka polityka zakorzeniona jest w tradycji populistycznej.
Ostatnie badania greckiej opinii publicznej wskazują, że wspólna waluta ma w społeczeństwie wysokie poparcie. Opowiada się za nią 70 procent Greków, podczas gdy 60 procent sprzeciwia się porozumieniu zawartemu 27 października. Z tego porównania widać, że Grek, stojąc przed wyborem: opuścić strefę euro albo wprowadzić reformy, wciąż wybierze reformy. Widocznie jest to jedyny skuteczny jak na razie straszak, który zadziałał również w przypadku premiera Papandreu.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.