Czysto teoretycznie rzecz biorąc, wiek emerytalny powinien być wyższy. Ale teoretycznie słuszne rozwiązania nie zawsze muszą być tymi najwłaściwszymi. I sprawiedliwymi.
To wniosek płynący z lektury najnowszego tekstu Stuarta Jaya Olshansky’ego. Autor jest renomowanym epidemiologiem ze Szkoły Zdrowia Publicznego na Uniwersytecie Illinois w Chicago. Argumentuje tak: amerykański system ubezpieczeniowy powstał w 1935 r.; ustalono wówczas, że prawo do pełnej emerytury będzie przysługiwało osobom, które ukończyły 65. rok życia. A z czysto statystycznego punktu widzenia ówczesny 25-latek miał 62,4 proc. szans, że doczeka emerytury. Statystyczny 65-latek miał przed sobą średnio 12 lat życia – wylicza naukowiec. Od tamtej pory jednak sporo się zmieniło. Dziś prawdopodobieństwo, że 25-latek doczeka emerytury, sięga 84 proc. A średnia długość korzystania ze świadczenia to prawie 19 lat. To oznacza, że gdybyśmy chcieli pozostać przy pierwotnych parametrach przyświecających twórcom systemu (chodzi o szanse na dożycie i średnią lat spędzonych na świadczeniu), to ludzie powinni dziś pracować równo do siedemdziesiątki.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.