Parę dni temu moja żona poprosiła, bym udał się z nią do sklepu i ocenił, czy spodnie, które sobie upatrzyła, są ładne. Nie były. W zasadzie to mam wątpliwości, czy to w ogóle były spodnie. Bardziej przypominały rodzinny namiot – w każdej nogawce spokojnie zmieściłyby się dwie osoby. Do uszycia jednej pary kobiecych portek zużyto więcej materiału niż do wyprodukowania spadochronów dla całej 6 Brygady Powietrznodesantowej. A i tak zabrakło go na dociągnięcie nogawek za kostkę. Kończyły się w połowie łydki.
W chwili gdy z wrodzoną dyplomacją powiedziałem żonie, że wygląda, jakby wypadła z kontenera Caritasu, wtrąciła się sprzedawczyni. Wytłumaczyła mi, że to najnowsze parysko-mediolańskie trendy, za którymi stoją ludzie z wielkimi nazwiskami. Jeśli dobrze rozumiem, to kilkanaście osób wymyśla, jakie kolory, kroje i wzorki będą modne w danym sezonie, a następnie kilka miliardów ludzi pokornie na to przystaje. I nie przeszkadza im, że wyglądają jak worek ziemniaków obsypany cekinami.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.