Szpital Południowy jest w każdym powiecie [STAN ZDROWIA]

Dorota Korycińska, prezeska zarządu Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej oraz Stowarzyszenia Neurofibromatozy Polska, członkini m.in. Krajowej Rady Onkologicznej, Rady Organizacji Pacjentów przy RPP, Rady Organizacji Pacjentów przy Ministrze Zdrowia.
Dorota Korycińska, prezeska zarządu Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej oraz Stowarzyszenia Neurofibromatozy Polska, członkini m.in. Krajowej Rady Onkologicznej, Rady Organizacji Pacjentów przy RPP, Rady Organizacji Pacjentów przy Ministrze Zdrowia.GazetaPrawna.pl / GazetaPrawna.pl
29 czerwca, 20:41

Przepychanka polityczna w ochronie zdrowia trwa od lat. Ugrupowania polityczne walczą ze sobą. Ta walka jest żenująca, bo nie chodzi w niej o pacjenta. Różne ugrupowania usiłują wykazać swoją wzajemną winę dotyczącą trudnej sytuacji w systemie ochrony zdrowia przy jednoczesnym braku propozycji rozwiązań – mówiła w podcaście Stan Zdrowia Dorota Korycińska komentując aferę w Szpitalu Południowym.

– Ten brak wskazywania rozwiązań i propozycji rozwiązań, w mojej ocenie, pokazuje tylko jedno - politykom zależy na przeróżnych wpadkach systemowych, które są całkiem poważne, ale zależy im tylko dlatego, że mogą dzięki nim prowadzić swoją walkę polityczną. Bez żadnej troski o pacjentów – tłumaczyła Dorota Korycińska, prezeska zarządu Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej oraz Stowarzyszenia Neurofibromatozy Polska, członkini m.in. Krajowej Rady Onkologicznej, Rady Organizacji Pacjentów przy Rzeczniku Praw Pacjenta, Rady Organizacji Pacjentów przy Ministrze Zdrowia.

Nie chodzi tu o Szpital Południowy

Zdaniem naszej rozmówczyni, już dawno powinna być opracowana, przez wszystkie ugrupowanie polityczne, strategia wyjścia z kryzysu w ochronie zdrowia. Nie powinna obejmować jednej, krótkiej kadencji, tylko 10 -12 lat. Politycy powinni w końcu znaleźć rozwiązania, które nie będą jedynie "kiełbasą wyborczą".

Dorota Korycińska podkreśla, że zgadza się, iż w Szpitalu Południowym doszło prawdopodobnie do dużych nieprawidłowości, ale publiczna kłótnia polityczna o tę sytuację nie dotyka w ogóle problemu systemowego, z powodu, którego może dochodzić do nadużyć.

– To jest troszeczkę tak, jakby leczyć objawy, nie sięgając do przyczyn. Jest takie powiedzenie: okazja czyni złodzieja. Problem w tym, że nasz system ochrony zdrowia daje te okazje, a ludzie są różni, lekarze też są różni, więc niektórzy są uczciwi, inni są nieuczciwi, inni po prostu bardzo oszukują. System powinien być tak zorganizowany, żeby takich okazji nie było i wtedy nie będzie problemu – mówiła Dorota Korycińska.

Przy okazji afery o zarobki lekarza ze Szpitala Południowego zapomina się też o bardzo ważnej sprawie, czyli o jakości w ochronie zdrowia. Można zapłacić naprawdę unikalnemu specjaliście nawet 1,5 mln zł rocznie, jednak to nie oznacza, że każdy lekarz powinien tyle zarabiać. Co my pacjenci dostaliśmy za te 1,5 mln zł, które zarobił lekarz w Szpitalu Południowym? Jaka była jakość tych usług?

– Dostajemy w pewnym sensie kota w worku. Równo to nie znaczy sprawiedliwie, jeżeli chodzi o pensje lekarzy. Dlaczego mówię, że dostajemy kota w worku? Ponieważ nie ma mierzalnych efektów jakościowych. Jak pacjenci sobie wybierają specjalistów? Przez Internet, na podstawie poczty pantoflowej, czyli opinii pacjentów o lekarzach. Te opinie są bardzo, bardzo nieobiektywne, bo pacjenci nie są w stanie ocenić bardzo wielu elementów i to jest oczywiste. Na dodatek, opinia też dużo zależy od osobistego doświadczenia pacjenta. Naprawdę, pacjent może być zadowolony albo może nie być zadowolony, niekoniecznie z powodu jakości usług medycznych. Może być świetny lekarz, który nie głaszcze pacjenta po głowie, albo na przykład stawia mu wymagania. Może być świetny lekarz, który niekoniecznie ma wysokie kompetencje interpersonalne. Oczywiście powinien mieć. Dopiero niedawno do programów nauczania weszła komunikacja medyczna – wyjaśnia Dorota Korycińska.

Za co te 1,5 mln zł dla lekarza?

Dodaje, że zna świetnych lekarzy, którzy mają tak zwane złote ręce. – Mamy w Polsce specjalistę wybitnego, który jest jednym z pięciu czy sześciu w całej Europie, którzy są w stanie wykonywać bardzo skomplikowane operacje u dzieci. Te operacje są cykliczne, bo to trzeba nie tyle poprawiać, tylko działać w stosunku do okresu rozwojowego dziecka. Trzeba też opracować całą strategię i brać pod uwagę to, że jeszcze układ kostny kształtuje się. Tacy lekarze to mistrzowie. Jeżeli taka osoba będzie zarabiała pół miliona, milion, półtora miliona, ja nie mam z tym problemu. Ci lekarze niech zarabiają jak najwięcej. Nie wolno wylać dziecka z kąpielą. Natomiast problemem w Polsce jest jakość.

– Mamy przepisy prawne, które nakazują wręcz i mierzenie tej jakości, i jednocześnie publiczną informację na ten temat. To powinno być w publicznym dostępie. Niestety te akty prawne nie są realizowane i tu jest największy problem – alarmuje Dorota Korycińska.

Przypomina, że w onkologii mamy jeszcze Europejski Kodeks Opieki Onkologicznej, który Polska przyjęła. Są tam zapisy które mówią, że pacjenci onkologiczni mają prawo do informacji o jakości i bezpieczeństwie leczenia, o wynikach leczenia osiąganych w konkretnej placówce, bo mają prawo te wyniki porównać.

– To jest stosowane w całej Europie. Natomiast w Polsce oczywiście nie. My nie mamy tej informacji. Jesteśmy skazani na portale społecznościowe, gdzie te informacje są bardzo nieobiektywne – mówi nasza rozmówczyni.

Kolejka czy omijanie kolejek po zdrowie

Dorota Korycińska zwracała uwagę też na paradoks kolejek do świadczeń. – My już tak sobie znormalizowaliśmy kolejki, że one przestają być problemem. Co jest problemem? Omijanie kolejek. Czyli sama patologia systemowa, którą są kolejki jest już normą. Natomiast patologią w odbiorze społecznym i również w awanturach politycznych jest omijanie kolejek. Kiedyś w PRL-u był system kolejkowy, gdzie wszystko mieliśmy na kartki albo trzeba było wyczekać. Były też awantury, jak ktoś się do tej kolejki wepchnął. Tkwimy w tej samej mentalności tyle lat.

Szpital Południowy w każdym powiecie

Co do Szpitala Południowego, nasza rozmówczyni uważa, że jest to specjalnie wyciągnięty przypadek. – Jestem przekonana, że ta sama sytuacja jest we wszystkich szpitalach w Polsce. Bo wszędzie jest burmistrz, wszędzie jest dyrektor szpitala, wszędzie jest wojewoda, wszędzie jest prezydent miasta. Wszędzie są też osoby, które utknęły w patologicznych kolejkach i szukają jakiegoś wejścia.

Źródło: gazetaprawna.pl
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381542mega.png

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.