Reklama
Przed Wschodem ważny rok nie tylko ze względu na ogólnoświatowe wyzwania związane z wychodzeniem z pandemii i recesji. Rosja wchodzi w rok wyborczy; we wrześniu odbędą się tam wybory parlamentarne. Po sondażach, które po aneksji Krymu wywindowały popularność Jednej Rosji i osobiście prezydenta Władimira Putina, pozostały wspomnienia. System kontroli nad wyborami pozostaje niespójny, nieporównywalny z totalną kontrolą wyników znaną z Azerbejdżanu czy Białorusi. Dlatego Kreml nie może być do końca pewny skali zwycięstwa Jednej Rosji (JeR). To i doświadczenia tegorocznego plebiscytu konstytucyjnego sugerują, że we wrześniu możemy być świadkami manipulacji o rozmiarach niewidzianych od lat.
Z drugiej strony nie da się wykluczyć, że do Dumy mogą trafić pojedynczy posłowie realnej opozycji, tak jak udało się to w tegorocznych wyborach lokalnych. Jak wiemy ze śledztwa dziennikarzy Bellingcat, polowanie na najbardziej rozpoznawalnego opozycjonistę Aleksieja Nawalnego rozpoczęło się na dobre po tym, jak polityk ogłosił zamiar startu w wyborach prezydenckich w 2018 r. Można się więc spodziewać rosnącej presji aparatu policyjnego i bezpieczniackiego na Nawalnego i inne partie pozasystemowej opozycji. Nie są wykluczone zmiany w ordynacji wyborczej, które mogłyby pomóc JeR w obronie samodzielnej większości.
Kreml będzie musiał bronić pozycji także w polityce zagranicznej. W pierwszych miesiącach urzędowania prezydenta USA Joego Bidena można się spodziewać zachęt, które miałyby nakłonić demokratów do powtórzenia oferty resetu z czasów Baracka Obamy. Być może Moskwa przedstawi jakąś propozycję dotyczącą Donbasu, wykorzystując pęd prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego do uzyskania konkretnych rezultatów na drodze do trwałego pokoju. Na razie te starania spełzły na niczym, jeśli nie liczyć wymiany większej niż zwykle liczby jeńców i trwalszego niż wcześniej zawieszenia broni.
Dla Zełenskiego to rok być albo nie być. Malejące notowania i krytyka za nieumiejętną walkę z COVID-19 oraz zły styl zarządzania gospodarką nakładają się na skandale korupcyjne i potencjalnie dramatyczny w skutkach konflikt z Sądem Konstytucyjnym, a wszystko to na tle pogłębiających się podziałów w obozie władzy. Jeśli w 2021 r. prezydentowi nie uda się przełamać niekorzystnych trendów i osiągnąć jakiegoś sukcesu, choćby w kwestii Donbasu, perspektywa jego reelekcji w 2024 r. stanie pod znakiem zapytania. Zełenski może poszukać ucieczki do przodu w postaci szybszych wyborów parlamentarnych albo chociaż wymiany premiera.
Białoruś wchodzi w nowy rok z nierozwiązanym konfliktem politycznym. Alaksandr Łukaszenka obiecał reformę konstytucji, ale wciąż nie wiadomo, czego konkretnie będą dotyczyły zmiany i w jaki sposób zostaną przyjęte. Im bliżej 2021 r., tym mniej chętnie przywódca przypomina sobie własne obietnice, że po nowelizacji zrezygnuje z prezydentury. Władze zdają sobie sprawę z dramatycznej sytuacji gospodarczej; ostatnio szef KGB wspominał, że służby są gotowe nawet na wojnę, co można odczytać jako świadomość, że wiosną na fali kryzysu ekonomicznego protesty mogą wybuchnąć z nową siłą. Za rosyjską pomoc trzeba będzie zaś zapłacić ustępstwami. W 2021 r. Kreml może przypomnieć plan przyspieszonej integracji, który przed rokiem forsował ówczesny premier Dmitrij Miedwiediew. Zwłaszcza że w Rosji będzie rosła presja na sukces przedwyborczy w polityce zagranicznej. Trudna sytuacja na Białorusi sprawia, że właśnie w tym kraju będzie go najłatwiej osiągnąć.
Mołdawię, w której prezydenturę objęła właśnie prozachodnia Maia Sandu, czeka nieuchronny kryzys polityczny. Sandu nie może liczyć na wrogo nastawiony parlament, a rezultat przedterminowych wyborów, jeśli w ogóle uda się do nich doprowadzić, nie jest pewny. Własne perturbacje wewnętrzne czekają Gruzję, w której opozycja odmówiła objęcia mandatów po niedawnych wyborach parlamentarnych, i Armenię, której premiera Nikola Paszinjana czekają rozliczenia po przegranej wojnie. Azerbejdżan w postpandemicznym roku będzie musiał znaleźć pieniądze na odbudowę odzyskanych części Górskiego Karabachu i inwestycje, w tym obiecaną linię kolejową. Z okazji poszerzenia wpływów w Baku chętnie skorzysta Turcja.
W marcu warto będzie rzucić okiem na Uzbekistan. Wybory prezydenckie pokażą ostatecznie, na ile trwała i szczera jest liberalizacja prowadzona przez rządzącego od 2016 r. Shavkata Mirziyoyeva. Symbolem emancypacji Azji Środkowej spod rosyjskich wpływów będzie też ostateczne odejście od cyrylicy. Uzbecy mają tego dokonać w 2021 r., kończąć proces trwający od 1993 r., gdy wprowadzono alfabet łaciński. Niewykluczona jest kolejna reforma ortografii. Uzbeckie doświadczenia uważnie obserwują Kazachowie i Mongołowie. W tym roku oba te państwa ostatecznie zdecydowały się wycofać do 2025 r. alfabety oparte na rosyjskim. O ile Kazachstan wybrał łacinkę, o tyle Mongolia wraca do starego pisma, zapisywanego w pionie, a nie w poziomie.