Strzelanina na gali korespondentów to trzecia próba zamachu na Trumpa: pytania o bezpieczeństwo najwyższych władz USA

Donald Trump
Donald Trump na konferencji prasowej po udaremnionym atakuPAP/EPA / WILL OLIVER
dzisiaj, 13:22

Trzecia próba zamachu na Donalda Trumpa w ciągu dwóch lat budzi poważne wątpliwości dotyczące poziomu zabezpieczeń ważnych wydarzeń politycznych w USA.

Sobotnia kolacja korespondentów w Waszyngtonie zostanie zapamiętana ze względu na próbę ataku na najwyższe władze USA. To kolejne takie zdarzenie w hotelu Washington Hilton, w którym w 1981 roku postrzelono Ronalda Reagana

Tym razem uzbrojony mężczyzna próbował sforsować punkty kontrolne w lobby, jednak nie zdołał przedostać się do głównej sali balowej. Podczas próby zatrzymania napastnik oddał strzały, niegroźnie raniąc jednego z agentów Secret Service. Choć setki zgromadzonych gości – w tym Donald Trump, J.D. Vance, Marco Rubio i Pete Hegseth – znajdowali się w innej części hotelu, incydent wymusił ich natychmiastową ewakuację i przerwanie gali.

Kim był napastnik i jakie miał motywy?

Głównym podejrzanym o atak w hotelu Washington Hilton jest 31-letni Cole Tomas Allen, informatyk pochodzący z Kalifornii. Pierwsze przesłuchanie ma rozpocząć się w poniedziałek. Śledczy wskazują, że Allen działał jako „samotny wilk”, a jego zamach był wynikiem skrupulatnych, trwających tygodniami przygotowań. Sprawca nie miał też wcześniejszej kartoteki kryminalnej, co pozwoliło mu na legalny zakup broni – strzelby i pistoletu – której użył podczas incydentu. Allen przybył do Waszyngtonu pociągiem na kilka dni przed wydarzeniem, a dzień przed galą zameldował się jako gość w hotelu Hilton, dzięki czemu uniknął zewnętrznych bramek bezpieczeństwa.

Kilka godzin po tych ataku p.o. prokuratora generalnego USA Todd Blanche powiedział w wywiadzie dla telewizji NBC News, że napastnik prawdopodobnie zamierzał zabić członków administracji Trumpa i samego prezydenta. Zaznaczył jednak, że są to wstępne przypuszczenia i ustalenie motywu może zająć kilka dni.

Kluczowym dowodem w sprawie jest manifest, który Allen wysłał do swojej rodziny chwilę przed atakiem. Allen wyraził w nim wściekłość wobec administracji Trumpa i tłumaczył, że chce wypełnić swój obywatelski obowiązek. „Jestem obywatelem Stanów Zjednoczonych Ameryki. To, co robią moi przedstawiciele, odbija się na mnie. I nie zamierzam dłużej pozwalać pedofilowi, gwałcicielowi i zdrajcy na obciążanie moich rąk swoimi zbrodniami” – napisał Allen. W swoich zapiskach wskazał, że celami są członkowie administracji, uszeregowanymi według rangi. Z niewyjaśnionych przyczyn wyjątek poczynił dla szefa FBI Kasha Patela.

Wątpliwości wokół skuteczności służb

Incydent natychmiast wywołał debatę o stanie bezpieczeństwa wewnętrznego USA, zwłaszcza, że to już trzecia próba zamachu na Trumpa w ciągu ostatnich dwóch lat. W manifeście Allen też wyraził duże zdziwienie lukami w systemie bezpieczeństwa, które pozwoliły mu na swobodne poruszanie się po hotelu i wniesienie broni. Stwierdził, że gdyby był irańskim agentem, mógłby wnieść „cholerny karabin Ma Deuce i nikt by niczego nie zauważył”. Krytycy wskazują, że zgromadzenie tak wielu najważniejszych osób w państwie w jednym miejscu bez najwyższego poziomu zabezpieczeń było poważnym błędem.

„Fakt, że sprawca był w stanie wnieść broń do budynku, w którym przebywał prezydent, spiker Izby Reprezentantów USA i połowa rządu, jest niewytłumaczalną i niewybaczalną porażką najbardziej podstawowych protokołów bezpieczeństwa” – napisał na portalu X Ritchie Torres, demokratyczny kongresmen z Nowego Jorku. Pojawiają się także pytania o koordynację między Secret Service a lokalnymi służbami oraz o procedury kontroli gości hotelowych. Szczególne obawy w tym kontekście wzbudził fakt, że sprawca mógł bez żadnego sprawdzenia zameldować się w budynku, gdzie później odbyło się wydarzenie. Ochrona wydarzenia była bowiem skupiona na kontroli ludzi z zewnątrz, a osoby już znajdujące się w hotelu nie były weryfikowane.

Donald Trump zbył jednak zarzuty o brak skuteczności służb. W wywiadzie dla Fox News zauważył, że choć podejrzany poruszał się jak „running back z NFL” (zawodnik futbolu amerykańskiego, którego rolą jest przemieszczenie się jak najdalej z piłką i unikanie powalenia przez obronę), agenci nie dopuścili, by zbliżył się do drzwi sali balowej. – „Zadziałali szybko i odważnie” – ocenił Trump. Pełniący obowiązki prokuratora generalnego Todd Blanche podkreślił w niedzielę, że nie postrzega tego incydentu jako porażki służb bezpieczeństwa, ponieważ napastnik został zatrzymany, zanim dotarł do sali balowej. – Wręcz przeciwnie, to był wielki sukces – stwierdził w wywiadzie dla CNN. – Podejrzany ledwie naruszył zewnętrzny pierścień zabezpieczeń – dodał.

Trump wykorzystuje atak do promowania planu budowy nowej sali balowej

W cieniu strzelaniny powrócił też temat forsowanego przez Donalda Trumpa projektu budowy nowej, luksusowej sali balowej w Białym Domu. Inwestycja warta 400 mln dolarów od miesięcy wzbudza kontrowersje – projekt nie uzyskał zgody Kongresu i jest przedmiotem sporu prawnego dotyczącego ingerencji w historyczną architekturę rezydencji i ominięcia procedur administracyjnych.

Mimo to Trump utrzymuje, że obiekt zostanie oddany do użytku w 2028 roku. Po odwołanej gali prezydent USA argumentował, że blokowanie tej „ściśle tajnej wojskowo” inwestycji naraża życie liderów państwa na zbędne ryzyko. Podkreślił, że nowa sala będzie „bardzo, bardzo bezpieczna” dzięki zastosowaniu grubych szyb kuloodpornych i skutecznych systemów kontroli dostępu. „To, co wydarzyło się zeszłej nocy, jest właśnie powodem, dla którego nasze wspaniałe wojsko, służby specjalne, organy ścigania i, z różnych powodów, każdy prezydent przez ostatnie 150 lat ŻĄDAŁY budowy dużej, bezpiecznej i chronionej sali balowej NA TERENIE BIAŁEGO DOMU” – napisał Trump w poście na Truth Social.

Autopromocja
381453mega.png
381455mega.png
381148mega.png
Źródło: GazetaPrawna.pl / Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.