Donald Trump jako Brudny Harry

Donald Trump jako polityczny Brudny Harry
Donald Trump jako polityczny Brudny HarryInne
dzisiaj, 13:18

Czy bezprawie może służyć porządkowi? Polityka Donalda Trumpa burzy zasady międzynarodowego ładu, ale według zwolenników przynosi skutki, których nie dało się osiągnąć dyplomacją. To opowieść o sile, skuteczności i niebezpiecznej pokusie działania poza prawem.

Tęsknota za „międzynarodowym porządkiem opartym na prawie” jest piękna i godna pochwały. Problem w tym, że ów porządek dla wielu narodów oznacza zniewolenie, a dla wielu międzynarodowych przestępców bezpieczeństwo i przyzwolenie na prowadzenie swojego procederu. Piękne słowa w polityce na ogół służą do ukrycia brzydkiej rzeczywistości. Brutalne czyny mogą natomiast, choć nie muszą, wieść do zaprowadzenia sprawiedliwości. Mam wrażenie, że obecnie znajdujemy się w momencie historycznym, w którym bezprawna przemoc może spełnić taką właśnie rolę.

Trump jako burzyciel systemu międzynarodowego

Nikt nie ma wątpliwości, że owym działającym bezprawnie przemocowcem jest prezydent Stanów Zjednoczonych. Nie przejmuje się on uzyskiwaniem przyzwolenia na swoje akcje od ONZ, nie buduje wielonarodowych koalicji, aby rozmyć odpowiedzialność na wiele krajów, na ogół ma też poważny problem z zalegalizowaniem tego, co robi we własnym krajowym systemie politycznym. Wystarczy sobie przypomnieć, jak próbowano uzasadniać prawnie porwanie wenezuelskiego dyktatora, który został aresztowany za „narkoterroryzm”, a akcję przeprowadzili urzędnicy federalni, korzystając ze wsparcia wojska, więc oficjalnie nie była to agresja na obce państwo.

Przeciwnicy tych działań mogą je krytykować, widząc w nich woluntarystyczne używanie przemocy i burzenie ładu, który przez dziesięciolecia utrzymywał międzynarodowy system w kruchej równowadze i nie pozwalał na osunięcie się w otchłań wszechogarniającego konfliktu. Trump jawi się im jako burzyciel i człowiek niebezpieczny, który wyprowadza świat na „nieznane wody”.

Zwolennicy natomiast wolą widzieć go jako kogoś, kto przecina wrzody. Bo w tej optyce ów system nie zapobiega zbieraniu się materii zainfekowanej i nie posiada zdolności do jej neutralizacji. Przykładów jest wiele. Jednym z nich jest irański program nuklearny. Ajatollahowie zamierzali zbudować bombę, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości, a ostatnio zostało to potwierdzone w czasie pierwszych negocjacji pokojowych w Islamabadzie. Kraje zachodnie chciały do tego nie dopuścić, najpierw stosując coś w rodzaju appeasementu – bo do tego można sprowadzić porozumienie JCPOA z lipca 2015 r. Pod jego rządami Iran spokojnie budował moce produkcyjne i wzbogacał uran. Trump był zwolennikiem ostrej polityki i w 2018 r. wycofał się z porozumienia oraz wprowadził sankcje. Następnie latem 2025 r. zbombardował zakłady wzbogacające, co powtórzył w czasie obecnej kampanii rozpoczętej 28 lutego 2026 r.

Wielokrotnie deklarowanym celem Donalda Trumpa jest pozbawienie Iranu zasobów wzbogaconego uranu. Przed ostatnimi bombardowaniami szacowano je na 600 kg i mogłyby one wystarczyć do zbudowania około 20 ładunków. Co do środków przenoszenia, to wojna pokazała, że Iran ma ich naprawdę wiele i mógłby szantażować nie tylko swój deklarowany cel, czyli Izrael, ale także kraje europejskie. Materiały te najprawdopodobniej spoczywają wiele metrów pod ziemią w zburzonych zakładach nuklearnych w Isfahanie i mogą być wydobyte w ciągu paru miesięcy. Dlatego Amerykanie nie mogą od swojego deklarowanego celu odejść.

To jest wspomniany wrzód, którego przecięcie jest niezbędne dla bezpieczeństwa świata. Być może przy okazji uda się pozbawić władzy ideologiczny reżim, który ma na rękach krew tysięcy ludzi. Na pewno jednak nauczony doświadczeniem wojen irackich amerykański establishment nie będzie się angażował w nic, co by przypominało ówczesne koncepcje „nation building”. Nawet jeżeli żołnierze US Army wylądują na jakimś skrawku irańskiej ziemi, to po to, aby zrealizować ograniczone cele militarne, a nie obalać władze. Tę sprawę muszą załatwić sami Irańczycy. Pomaga w tym nacisk finansowy, bo brak pieniędzy będzie oznaczał niemożność płacenia własnym służbom utrzymującym społeczeństwo w ryzach. Sama ideologia może nie wystarczyć do tego, by nadal służyły jako zbrojne ramię reżimu ajatollahów.

Obama kontra Trump – dwa modele polityki

Czy akcja Trumpa w Iranie jest bezprawna w świetle prawa międzynarodowego? Oczywiście! Czy prowadzi do dobrych celów? Tak. Czy likwidację irańskiego programu budowy bomby atomowej można by przeprowadzić środkami, jakie są zgodne z „międzynarodowym porządkiem opartym na prawie”? Odpowiedź na to pytanie nie może być kategoryczna, ale całe dotychczasowe doświadczenie, także to wynikające z obserwacji działań Korei Północnej, gdzie nie udało się powstrzymać reżimu przed pozyskaniem bomby, wskazuje, że odpowiedź jest negatywna. Zatem z punktu widzenia przyszłości międzynarodowego porządku paradoksalnie lepiej byłoby wesprzeć bezprawną akcję Trumpa.

Podobne bezprawie stosuje amerykański prezydent na swojej półkuli. Najpierw usunął prezydenta Wenezueli, a następnie przejął kontrolę nad wydobyciem i eksportem tamtejszej ropy. Dzięki temu posunięciu pozbawił dopływu gotówki organizacje terrorystyczne, w tym Hezbollah, który zresztą cierpi także z powodu bezprawnych działań przeciwko Iranowi. Jednak – co najistotniejsze – zadławił gospodarkę komunistycznej Kuby, która do tej pory żyła z importu taniej ropy od Nicolása Maduro i eksportu swoich usług medycznych. Groźba sankcji wobec krajów regionu, które by chciały prowadzić z Kubą handel, sprawiła, że Gwatemala, Honduras i Jamajka przestały opłacać kubańskich lekarzy, zaś Meksyk wstrzymał dostawy ropy. Postcastrowski reżim znalazł się dziś na krawędzi katastrofy i daje sygnały gotowości do ustępstw. Jednym z nich jest uwolnienie ponad 2 tys. więźniów zapowiedziane po Wielkanocy.

Wszystko to stoi w jaskrawej sprzeczności z działaniami Baracka Obamy, który w 2014 r. jednostronnie ogłosił normalizację stosunków z Kubą. Coś w rodzaju znanego nam resetu z Rosją. Reżim w Hawanie zachował się w sposób przewidywalny, czyli zastosował zasadę „brać, żądać więcej, nie kwitować”. Kuba nie zrealizowała praktycznie żadnej z obiecywanych reform. Po ponad dekadzie od tamtego politycznego gestu dobrej woli, który został przypieczętowany wizytą Obamy w Hawanie w roku 2016, gdy z typowym dla siebie pozbawionym podstaw optymizmem prezydent USA mówił o „pozostawieniu za sobą ideologicznych bitew z przeszłości” i nadejściu „nowej ery”, poziom swobód politycznych pozostał na podobnym poziomie, a gospodarka uległa dalszej degradacji.

Bezprawne działania Ameryki dają nadzieję, że i ten wrzód zostanie przecięty. Nie jest to oczywiście pewne, ale trumpowskie bezprawie zdaje się gwarantować większe szanse niż obamowski reset, który był w istocie przypieczętowaniem rządów gangsterów udających demokratycznie wybranych polityków. Bo przecież i Kuba, i Wenezuela są krajami, w których formalnie odbywają się wybory. Polityka „resetów” Obamy i polityka „szczytów dla demokracji” Joe Bidena wyglądały o wiele atrakcyjniej w światowych mediach. Polityka bezprawia Trumpa jest nieestetyczna, ale może przynieść realnie dobre owoce w postaci zwiększenia bezpieczeństwa i – oby! – usunięcia przestępczych zideologizowanych reżimów.

Kiedy brutalnemu szeryfowi Trumpowi trzeba postawić granicę?

Kryje się jednak w tej polityce jedno oczywiste niebezpieczeństwo: możliwość uwierzenia w swoją sprawczość i w to, że niezłomnie stoi się po stronie dobra. Na dłuższą metę nie jest możliwe, aby jedno państwo pełniło w świecie rolę prokuratora i sędziego w jednym. To, że w kilku kwestiach użycie bezprawnej przemocy się sprawdzi, nie może prowadzić do wniosku, że tak będzie zawsze.

Dlatego inne kraje powinny przyłączyć się do Stanów Zjednoczonych, ale wyraźnie wskazać, gdzie są granice. Także w tym celu, by mitygować ich skłonności do układania świata po swojemu. Bo Brudny Harry był dobry w rozwiązywaniu problemów i walce ze zdegenerowanymi przestępcami, ale do sprawowania rządów potrzeba czegoś więcej niż umiejętności strzelania i wiedzy, do kogo celować.

Autopromocja
381453mega.png
381455mega.png
381148mega.png
Źródło: GazetaPrawna.pl / Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.