Sąd Okręgowy w Warszawie chce zasięgnąć opinii biegłych przed rozpoczęciem procesu Małgorzaty Niezabitowskiej, b. rzeczniczki rządu Tadeusza Mazowieckiego, która ubiega się o sądowe stwierdzenie, że nie była agentem SB.

Niezabitowska stawiła się w piątek w sądzie. Przed rozpoczęciem rozprawy mówiła dziennikarzom, że ufa sądowi i wierzy w sprawiedliwy wyrok.

Na początku sąd zapoznawał się z dokumentacją medyczną dotyczącą Niezabitowskiej. Jej obrońcy Marek Małecki i Czesław Jaworski podkreślali, że dane o zdrowiu Niezabitowskiej nie powinny być ujawniane i wnieśli o utajnienie rozprawy w tej części.

Po kilkunastu minutach sąd ogłosił, że chce jeszcze zasięgnąć "dodatkowej opinii" i odroczył sprawę do 8 grudnia. Wówczas wysłucha biegłych na niejawnym posiedzeniu. "Potem zapadną dalsze decyzje procesowe" - oznajmił przewodniczący rozprawie sędzia Sławomir Machnio.

W styczniu 2007 r. nieistniejący już Sąd Lustracyjny orzekł, że Niezabitowska nie skłamała w swym oświadczeniu lustracyjnym, zaprzeczając swej współpracy z SB. Rzecznik Interesu Publicznego Włodzimierz Olszewski oświadczył, że nie będzie zaskarżał wyroku, ale niedługo potem jego urząd przestał istnieć. Obowiązki rzecznika przejął pion lustracyjny IPN.

Niezabitowska w grudniu 2004 r. sama ujawniła, że z jej akt w IPN wynika, iż na początku lat 80. miała współpracować z SB

We wrześniu 2007 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie, na wniosek IPN, uchylił wyrok wobec Niezabitowskiej uznając, że Sąd Lustracyjny nie dokonał "wnikliwej analizy" sprawy.

Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie - nowa ustawa lustracyjna, która zlikwidowała Sąd Lustracyjny, przekazała orzecznictwo w sprawach lustracji sądom okręgowym w całym kraju.

Sąd Okręgowy początkowo zawiesił postępowanie po informacji od Niezabitowskiej, że na blisko rok wyjeżdża ona na wykłady do jednego z uniwersytetów w USA. "To długotrwała przeszkoda w prowadzeniu sprawy" - mówił wtedy PAP rzecznik sądu Wojciech Małek, uzasadniając zawieszenie procesu. Postępowanie będzie mogło być podjęte po powrocie lustrowanej do kraju. Tę decyzję IPN zaskarżył do wyższej instancji, która uchyliła zawieszenie procesu.

Niezabitowska w grudniu 2004 r. sama ujawniła, że z jej akt w IPN wynika, iż na początku lat 80. miała współpracować z SB, jako "Nowak". Zaprzeczyła mówiąc, że sfałszowano potwierdzające to dokumenty. Zwróciła się do IPN o przyznanie jej statusu pokrzywdzonego. Gdy go nie otrzymała, wniosła do sądu o autolustrację. Proces toczył się od maja 2005 r. Rozprawy odbywały się - na wniosek lustrowanej - za zamkniętymi drzwiami.

W IPN zachował się mikrofilm materiałów SB o Niezabitowskiej oraz ich kserokopia - które IPN udostępnił w 2004 r. mediom. Nie ma tam zobowiązania do współpracy, ani własnoręcznie pisanych meldunków. Jest zaś m.in. dokument o okolicznościach pozyskania Niezabitowskiej - zatrudnionej wtedy w redakcji "Tygodnika Solidarność" - do współpracy z 15 i 16 grudnia 1981 r. oraz notatki oficera SB Roberta Grzelaka z kilkunastu spotkań z nią.

W styczniu 2007 r. Sąd Lustracyjny, rozstrzygając wątpliwości na korzyść lustrowanej, przyjął, że nie da się wykluczyć, iż raporty oficera SB ze spotkań z nią były fałszowane, zaś sama rejestracja jako tajnego współpracownika SB - przedwczesna.

Sąd przyznał, że 15 grudnia 1981 r., po wprowadzeniu stanu wojennego Niezabitowską zatrzymano. Podpisała wtedy oświadczenie, że będzie przestrzegać porządku PRL, zobowiązanie do zachowania tego przesłuchania w tajemnicy i deklarację, że po wypuszczeniu przyjdzie na spotkanie następnego dnia. Zarazem kategorycznie odmówiła zostania konfidentem. Choć na spotkanie nie przyszła, Grzelak sporządził raport, z którego wynikało, że przedstawiła listę pracowników "Tygodnika Solidarność". Według Niezabitowskiej, mógł on wpaść w ręce SB, gdy przeszukiwano jej bagaż na lotnisku.

Po wyroku Niezabitowska mówiła, że jest "bardzo rozczarowana"

Jak mówiła w ustnym uzasadnienia wyroku SA sędzia Barbara Lubańska-Mazurkiewicz, Sąd Lustracyjny nie dokonał "wnikliwej analizy materiału dowodowego" i przedwcześnie rozstrzygnął wątpliwości na korzyść lustrowanej (a jest to możliwe dopiero po "wyczerpaniu możliwości dowodowych"). W efekcie SA uznał, że ustaleń I instancji nie można uznać za prawidłowe.

Według SA, w ponownym procesie sąd ma dokładnie zanalizować sprzeczności między zeznaniami Grzelaka, który miał być oficerem prowadzącym Niezabitowską (mówił, że się z nią spotykał i dostawał od niej informacje), a jej samej (zaprzeczała słowom esbeka). Sąd ma także wnikliwie zbadać, czy informacje przypisywane przez SB Niezabitowskiej mogły pochodzić z innych źródeł. SA przyznał rację IPN, że nie mogły one pochodzić z podsłuchów telefonicznych, bo w pierwszych dniach stanu wojennego telefony były wyłączone.

Ponadto sąd ma też ustalić, czy przechodząc do innego departamentu MSW Grzelak przekazał TW "Nowak" - którym miała być Niezabitowska - do prowadzenia innym oficerom. Sąd ma również "podjąć próbę" przesłuchania osoby, która w 2004 r. ujawniła Niezabitowskiej, że w IPN są akta SB na jej temat.

Po wyroku Niezabitowska mówiła, że jest "bardzo rozczarowana". Powtórzyła, że "Nowak" był fikcyjnym agentem i Grzelak go nie przekazał. Dodała, że nigdy nie twierdziła, że informacje Grzelaka pochodziły z podsłuchów telefonów. Zapowiedziała, że na potrzeby sądu ujawni osobę, która ostrzegła, że IPN ma jej akta.