Hadaj: Antyczna tragedia Platformy. Klif na końcu drogi

Marcin Hadaj
Marcin HadajDGP / Wojciech Gorski
4 listopada 2015

Jedna z moich redakcyjnych koleżanek poszła kiedyś na wywiad z Ewą Kopacz, wtedy jeszcze minister zdrowia, w koralach. Pani minister przez dłuższy czas zamiast odpowiadać na konkretne pytania, egzaltowała się kształtem, kolorem i długością naszyjnika, który bez wątpienia mógł być ładny. A potem mówiła przez dwie godziny o niczym. Polska ulica określa takie mówienie jednym konkretnym słowem, którego w DGP nie przystoi przywoływać. I tak doskonale wiedzą Państwo, co mam na myśli.

Potem pani minister została panią premier. Jak pokazał czas, było to jedną z najgorszych decyzji namaszczającego ją Donalda Tuska, bo właśnie w tym momencie było już jasne, że PO odda władzę. Nie tylko dlatego, że ludziom opatrzyły się już mierne twarze tych, którzy sami przestali wierzyć w to, co mówią – świadomie nie piszę „w swój program”, bo z jego zrębami zaczęliśmy mieć do czynienia dopiero po przegranej Bronisława Komorowskiego. Wcześniej – przez wiele lat, ale szczególnie w okresie rządów jednego z najgorszych premierów, jakich mieliśmy, czyli Ewy Kopacz, mamiono nas właśnie błyskotkami. A to gwiazda sportu na listach wyborczych, a to smaczny kotlecik w pociągu, a to konstatacja z ust pani premier „ja jestem kobietą”, wygibasy w ramach udawanego kierowania ruchem ulicznym albo skok przez kałużę – chwyty sprawdzone i skuteczne, tyle że w latach 90., kiedy Aleksander Kwaśniewski wygrywał wybory opalenizną i uznaniem dla disco polo. Jednym słowem: opakowanie. Ale jak to miało wyglądać, kiedy dla minister zdrowia w czasie ważnego wywiadu istotniejsze są korale niż problemy chorych i chorego systemu opieki zdrowotnej?

Dzisiaj Platforma staje przed wyborem, który oznacza dla niej być albo nie być. Skompromitowany taśmami Sowy, a mimo to wciąż dość buńczuczny były szef MSZ Radosław Sikorski ma pełną rację, twierdząc, że PO potrzebuje zmiany przywództwa. Choć to w sumie prawda półpełna. PO potrzebuje przywództwa, bo dziś go nie ma. Dziś ma na czele amatorkę korali, na którą taki polityczny pokerzysta jak Jarosław Kaczyński właściwie wcale nie musi zwracać uwagi. Bo premier „jako kobieta” wyeliminowała się sama, zapominając, że płeć w polityce nie ma znaczenia. Rozłożyła się na łopatki nie tylko tragicznymi bon motami, ale przede wszystkim brakiem pomysłu i na PO, i na Polskę.

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381542mega.png

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.