Nie ulegajmy moralnemu szantażowi, podejdźmy do problemu racjonalnie – przekonują rodzimi przeciwnicy przyjmowania przez nasz kraj uchodźców. I tak sobie racjonalizując, zatrzymują się w pół drogi. Tam, gdzie im najwygodniej.
„Czy moralne są obietnice, których nie można sp ełnić?” – pyta w tekście w DGP (173/2015) Zbigniew Parafianowicz i szybko odpowiada: oczywiście, że nie. Bo nas na to nie stać, bo nikt nie chce płacić wyższych podatków, zaś integracja obcych kulturowo tysięcy ludzi musi zakończyć się porażką. Używajmy rozumu, nie emocji, zdaje się wołać Parafianowicz, więc nic nam nie zostaje innego, jak tym tropem podążyć.
Debata o uchodźcach (tak, debata, bo wbrew narzekaniu Polacy o problemie rozmawiają, nie tylko hejtują na portalach społecznościowych) rozgrywa się na dwóch płaszczyznach. Ale one zupełnie się nie przenikają. Przeciwnicy próbują racjonalizować własne stanowisko, odwołując się do kwestii finansowych, logistycznych, politycznych i społecznych, a zwolennicy poruszają się na płaszczyźnie moralnej, odwołując się do współczucia, solidarności i moralnego obowiązku niesienia pomocy potrzebującym. Czy da się osiągnąć jakiekolwiek porozumienie w tej kwestii? Bliżej mi do tej drugiej postawy, bo uważam, że społeczeństwo, któremu pomagano w przeszłości i pomaga się dziś – choćby unijnymi miliardami – ma obowiązek takiej samej postawy wobec innych. Ale spróbuję spojrzeć na problem jak oponenci. Chłodno, czyli racjonalnie.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.