Z powodu dronów coraz niebezpieczniej jest na amerykańskim niebie. Od początku roku w Stanach Zjednoczonych piloci samolotów zgłosili setki niespodziewanych "spotkań" z bezzałogowymi pojazdami powietrznymi, czyli dronami.

Reklama

W minioną niedzielę tuż przed lądowaniem w Los Angeles pilot linii JetBlue dostrzegł obok skrzydła swego samolotu białego drona. Tego samego dnia w San Jose samolot pasażerski omal nie uderzył w bezzałogowy kwadrokopter. Z kolei, pilot Cesny zaobserwował drona na wysokości 500 metrów w ściśle kontrolowanej strefie lotów nad Waszyngtonem.
Jak informuje dziennik "Washington Post", tylko w niedzielę w amerykańskiej przestrzeni powietrznej doszło do kilkunastu niebezpiecznych incydentów z udziałem dronów. Od początku roku zanotowano ich ponad 700, czyli trzykrotnie więcej niż w całym 2014 roku.

Rynek dronów w Stanach Zjednoczonych rozwija się bardzo szybko. W tym roku zostanie ich sprzedanych około 700 tysięcy, czyli o dwie trzecie więcej niż rok wcześniej. Amerykańskie służby bezpieczeństwa ruchu lotniczego są coraz bardziej zaniepokojone, ale nie mają jeszcze gotowego rozwiązania problemu. Jedna z propozycji przewiduje nakazanie producentom zdalnie sterowanych samolotów instalowanie blokad uniemożliwiających latanie nimi na wysokości powyżej 150 metrów w rejonie lotnisk i innych kluczowych obiektów.