Porywacz 10-letniej Mai, Adrian M. przyznał się do zarzucanych mu czynów w sposób formalny - powiedział Jacek Powalski z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

Mężczyźnie zostały postawione dwa zarzuty: pierwszy dotyczy uprowadzenia małoletniej poniżej lat 15 i pozbawienia jej wolności. Drugi - spowodowania obrażeń ciała w postaci złamania kości strzałkowej i piszczelowej lewego podudzia. Mężczyźnie grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.

Podczas zeznań Adrian M. wyjaśnił, że nie miał on zamiaru uprowadzić dziewczynki, a jedynie przywieźć ją samochodem i odwieźć do domu. Według jego wyjaśnień, złamanie nogi przez Maję miało miejsce podczas próby jej ucieczki z auta. Przesłuchana w obecności biegłego psychologa Maja, zeznała, że do złamania doszło podczas samego porwania.

Dziewczynka została uprowadzona przez Adriana M. 14 kwietnia w godzinach popołudniowych w drodze ze szkoły na Bezrzeczu do domu w Wołczkowie. Po 24 godzinach poszukiwań niemieccy policjanci odnaleźli dziecko w miejscowości Friedland, koło Anklam.

Mężczyzna jest Polakiem na stałe mieszkającym w Niemczech. Wcześniej odsiadywał karę za uprowadzenie dziewięciolatki w Wielkiej Brytanii. Z nieoficjalnych źródeł wynika, że leczył się psychiatrycznie.