Sto dni to za mało, by stwierdzić czy kadencja Tuska idzie w złym lub dobrym kierunku - twierdzi ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. We wtorek mija sto dni od kiedy Donald Tusk objął urząd przewodniczącego Rady Europejskiej. Ekspert dodaje, że to było bardzo trudne sto dni w bardzo skomplikowanych warunkach międzynarodowych.
Reklama

Z jednej strony mieliśmy do czynienia z konfliktem na Ukrainie, z drugiej strony pojawił się problem strefy euro i niewypłacalności Grecji - podkreśla Sebstian Płóciennik. "Donald Tusk ewidentnie zdecydował się na zaangażowanie na rzecz Ukrainy, ale nie miał wystarczająco dużo przestrzeni, aby odegrać istotną rolę" - mówi. Jak zaznacza rozmówca IAR, główną platformą negocjacji był format normandzki, w którym nie było miejsca dla przedstawiciela Unii Europejskiej.

Jak podkreśla Sebastian Płóciennik, żeby Donald Tusk mógł uczestniczyć w negocjacjach musiałby mieć zgodę wszystkich krajów UE, a to prawdopodobnie byłoby nieosiągalne. Dlatego - jak mówi ekspert - bardziej efektywne było powierzenie tej misji Angeli Merkel i prezydentowi Francji. Ekspert dodaje jednak, że nieobecność Donalda Tuska w negocjacjach z Rosją osłabia UE i osłabia szanse na utworzenie solidnych struktur reprezentacyjnych w polityce zagraniacznej. Jak mówi Sebastian Płóciennik, Donald Tusk i Frederica Mogherini zostali wykluczeni z bezpośrednich negocjacji dotyczących rozwiązania kryzysu na Ukrainie.

Sebastian Płóciennik podkreśla, że polityka zagraniczna nie jest głównym obszarem aktywności przewodniczącego Rady Europejskiej. Głównym mandatem dotyczącym stanowiska, które zajmuje Tusk jest zachęcanie państw członkowskich do zawierania kompromisów i formowania wspólnego stanowiska w sprawach kluczowych dla UE - dodaje ekspert.