Na Dmytra dorastającego w podługańskiej mieścinie w dzieciństwie wołano po prostu Dima. W domu mówiono po rosyjsku, którego używa do dziś. Dima zaliczył pracę w kopalni. O Stepanie Banderze słyszał niewiele, a jeśli już, to w negatywnym kontekście. Znacznie więcej wiedział o wojnie, którą Rosjanie nazywają wielką i ojczyźnianą.

Dima urodził się w ZSRR. Wyrósł i pracował na Ukrainie, której znacznie częściej się wstydził, niż był z niej dumny. Gdy rozmawiamy z nim o rebelii w jego rodzinnych stronach, separatystów konsekwentnie nazywa opołczencami, pospolitym ruszeniem. Rzeczownikiem, który w języku rosyjskim ma znacznie bardziej pozytywną konotację niż „terroryści”. Oznacza takich samych jak nasi z Warszawy. W opołczeniu walczy brat Dimy, ale on sam jest ukraińskim patriotą. Popierał Majdan tak samo, jak jego brat „russkij mir”.

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381499mega.png