Rostowski był roszczeniowy i irytował Kopacz. Sprzeciw PSL skrócił męczarnie premier

Jacek Rostowski
Jacek RostowskiBloomberg / Bartek Sadowski
16 października 2014

Nie możesz przecież zatrudnić na stanowisko głównego doradcy człowieka, który cię irytuje. Na dodatek tak roszczeniowego. Sprzeciw PSL skrócił męczarnie Ewy. I tyle w tej sprawie - podsumowują zamieszanie wokół Jacka Rostowskiego współpracownicy Ewy Kopacz w rozmowach z "Wprost".

Były minister finansów miał zostać głównym doradcą nowej premier. Wszystko było ustalone: minister bez teki, gabinet w Kancelarii premiera, nominacja wkrótce. Trzeba przecież zagospodarować byłego wicepremiera, speca od finansów z politycznymi ambicjami. Tyle tylko, że Kopacz to nie Tusk.

Szybko zaczęło zgrzytać pomiędzy szefową rządu a jej przyszłym najbliższym współpracownikiem. Pierwsze "objawy" pojawiły się przy tworzeniu expose.

- Rostowski co chwilę zgłaszał jakieś swoje pomysły, ale niemal wszystkie wypadły z wystąpienia Kopacz. Oni się nie rozumieją kompletnie. Ewa chce doradcy a nie faceta, który mentorskim tonem będzie ją pouczał - mówi polityk Platformy i przypomina anegdotę, kiedy ośmielił się zwrócić do Rostowskiego per panie ministrze. Usłyszał: "chyba panie premierze".

Po expose było już tylko gorzej. Były minister finansów uparł się, że musi być ministrem konstytucyjnym. - Ludowcy, którzy pamiętają wszelkie krzywdy wyrządzone przez Rostowskiego powiedzieli: no way - opowiada poseł PO.

Były minister finansów mógł oczywiście pozostać w KPRM w randze sekretarza stanu. Ale sekretarz stanu dla Rostowskiego to dużo... za mało...

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Media

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.