Podobno o społeczeństwie najwięcej mówi to, jak grzeszy. Oto naszych siedem grzechów głównych. Dziś zazdrość. Z Januszem Czapińskim rozmawia Mira Suchodolska.
Tak sobie myślę, że zazdrość, zwana czasem za Szekspirem zielonookim potworem, jest w sumie zjawiskiem pozytywnym. Nie mam tutaj na myśli stosunków damsko-męskich (choć i w tym kontekście to sprawa dyskusyjna), ale społeczne. Bo to ona, oprócz ambicji, nas napędza: żeby więcej mieć, umieć, bardziej się pokazać. W konsekwencji prowadzi do bogacenia się jednostek i państwa.
Czyli tak zwanego wzrostu gospodarczego, zmitologizowanego we współczesnym świecie. I faktycznie, jeśli będziemy liczyć i mierzyć jakość życia społecznego liczbą dóbr, to tak jest. Ale przecież oboje wiemy, iż owa jakość nie polega tylko na posiadaniu, którym jesteśmy opętani. I gdyby to była jedynie kwestia odrabiania posuchy po PRL, kiedy to w gorączkowym szale staramy się zdobyć wszystko, czego nam tak brakowało, nasycić się luksusem – w porządku. Można by było pomyśleć, że kiedy już przybędzie nam tych dóbr, przestaniemy się zabijać, pędzić i będzie normalnie, że zaczniemy żyć, jak żyją ludzie w innych krajach – spokojnie, dla samego życia, a nie bogacenia się za wszelką cenę. Przestaniemy patrzeć z zazdrością na innych. Ale nie, tak się nie dzieje. Jestem przekonany, że gen zazdrości skrzyżowany z genem nieufności wobec innych, bo oba razem się napędzają i dają ten efekt, mamy głęboko zakorzeniony w naszą tkankę narodową.
A ja jestem przekonana, że niepotrzebnie znów się samobiczujemy. Zazdrość połączona z chęcią posiadania jest stara jak świat i dotyczy wszystkich nacji. Wystarczy otworzyć Pismo Święte, żeby znaleźć kilka dobitnych przykładów, np. historia o Jakubie i Ezawie – Jakub zazdrosny o pierworództwo i związane z nim władzę oraz majątek podstępem wyłudza je od bliźniaka. Zresztą Bóg mu sprzyja, bo też bardziej Jakub się do tego nadawał.
W Biblii możemy też znaleźć historię Kaina i Abla, tutaj w grę także wchodziła zazdrość. I wiemy, że ta opowieść nie skończyła się tak dobrze. A jeśli chodzi o Jakuba i Ezawa, to ja tę przypowieść traktuję jako przykład walki o władzę. Opowieść polityczną, a polityka jest usłana trupami, odkąd pamięć ludzka sięga. Jednak uważam, że to nie jest akurat przypadłość Polaków, my nie chcemy władzy, nie zależy nam na niej, nie chcemy brać odpowiedzialności. Proszę spojrzeć, co się u nas dzieje – do polityki od lat jest selekcja negatywna, batem nas by trzeba zapędzać. Ale co innego, jeśli chodzi o posiadanie. Wystarczy zaobserwować, jak iskrzą się oczy znajomych, kiedy sprawimy sobie coś nowego. Ale to nie byłoby aż tak złe samo w sobie, gdyby nie fakt, że tych, co mają więcej od nas, którzy coś osiągnęli, jesteśmy skłonni posądzać o najgorsze: że ukradli, załatwili, zgwałcili prawo i normy moralne. A przynajmniej poszli na skróty. Że są nieuczciwi i, generalnie, źli. To w efekcie powoduje bardzo przykry stan ducha, bo każdy w głębi serca chciałby być dobry i uczciwy. Jesteśmy przeświadczeni, że w ten sposób do niczego dojść się nie da i dajemy sobie wewnętrzne przyzwolenie na cwaniactwo, drobne kradzieże, oszustwa czy właśnie pójście na skróty. Oczywiście to nie jest tak, że gdzie indziej na świecie żyją same anioły. Problem w tym, że u nas jest to zjawisko powszechne. Nie zastanowimy się – jak to się stało, że sąsiada stać na lepszy dom czy lepszy samochód, a postawiwszy diagnozę, zakasujemy rękawy i bierzemy się do roboty. Raczej sięgniemy po ostre narzędzie, żeby przekłuć mu opony, żeby się tak bardzo nie pysznił.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.