Podobno o społeczeństwie najwięcej mówi to, jak grzeszy. Oto naszych siedem grzechów głównych. Dziś zazdrość. Z Januszem Czapińskim rozmawia Mira Suchodolska.
Tak sobie myślę, że zazdrość, zwana czasem za Szekspirem zielonookim potworem, jest w sumie zjawiskiem pozytywnym. Nie mam tutaj na myśli stosunków damsko-męskich (choć i w tym kontekście to sprawa dyskusyjna), ale społeczne. Bo to ona, oprócz ambicji, nas napędza: żeby więcej mieć, umieć, bardziej się pokazać. W konsekwencji prowadzi do bogacenia się jednostek i państwa.
Czyli tak zwanego wzrostu gospodarczego, zmitologizowanego we współczesnym świecie. I faktycznie, jeśli będziemy liczyć i mierzyć jakość życia społecznego liczbą dóbr, to tak jest. Ale przecież oboje wiemy, iż owa jakość nie polega tylko na posiadaniu, którym jesteśmy opętani. I gdyby to była jedynie kwestia odrabiania posuchy po PRL, kiedy to w gorączkowym szale staramy się zdobyć wszystko, czego nam tak brakowało, nasycić się luksusem – w porządku. Można by było pomyśleć, że kiedy już przybędzie nam tych dóbr, przestaniemy się zabijać, pędzić i będzie normalnie, że zaczniemy żyć, jak żyją ludzie w innych krajach – spokojnie, dla samego życia, a nie bogacenia się za wszelką cenę. Przestaniemy patrzeć z zazdrością na innych. Ale nie, tak się nie dzieje. Jestem przekonany, że gen zazdrości skrzyżowany z genem nieufności wobec innych, bo oba razem się napędzają i dają ten efekt, mamy głęboko zakorzeniony w naszą tkankę narodową.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
