To policzek wymierzony naszej polityce demograficznej. Polki urodziły w Wielkiej Brytanii w 2010 roku prawie 20 tys. dzieci. Na każdą z nich przypada ich więc dwukrotnie więcej niż w kraju – wynika z wyliczeń „DGP” i demografów.

Okazuje się, że to nie niechęć rodaków do posiadania potomstwa jest przyczyną zapaści demograficznej. Jest nią raczej beznadziejna polityka państwa wobec rodzin.

Przedszkola nie dość, że niedostępne, to droższe. Tak samo żłobki. Szkoła pracuje na trzy zmiany, jest przepełniona i niedostosowana do potrzeb rodziców. Minister Hall rano w Sejmie broni reformy, by po południu niemal ją odwołać. Sprzeczność goni sprzeczność. Państwo daje jałmużnę w postaci becikowego, ale na pediatrów już nie starcza. Górnicy, wojskowi, policjanci, rolnicy mogą się cieszyć specjalną, finansowaną przez podatników wczesną emeryturą, ale na przedszkola i żłobki dla matek, które chcą pracować, funduszy już nie ma. Trzeba dziś być bardzo bogatym albo bardzo biednym i nic nie mieć do stracenia, by rodzić dzieci. Ludzie rozsądni czekają z zakładaniem rodziny albo wyjeżdżają z kraju.