Pomoc Irlandii była głównym tematem wtorkowego spotkania ministrów finansów strefy euro i środowego posiedzenia ministrów całej "27" w Brukseli. W maju, gdy UE wraz z MFW ustanowiła antykryzysowy mechanizm ratowania krajów strefy euro w wysokości 750 mld euro, Polska deklarowała swój ewentualny udział.

"W tej chwili takiej potrzeby nie widzę - powiedział Rostowski na konferencji prasowej po spotkaniu. - Będziemy podchodzili do sprawy pragmatycznie". Tłumaczył, że warunkiem ewentualnego zaangażowania Polski jest zagrożenie dla jej interesów, najbliższych sąsiadów i całej strefy euro, a obecnie nie ma zagrożenia ani dla Polski, ani sąsiadów.

Rostowski zastrzegł jednocześnie, że polskie stanowisko może ulec zmianie. "Nawet gdyby mechanizm został uruchomiony, to nie wydaje mi się, że byłby to przypadek, w którym mielibyśmy bezpośrednie interesy. Ale mogę sobie też wyobrazić, że w wyniku ewolucji sytuacji musielibyśmy zrewidować nasz punkt widzenia" - powiedział.

Ubolewał, że dyskusja o kryzysie w Irlandii zbiegła się z fiaskiem poniedziałkowych rozmów o budżecie UE na 2011 rok. Powiedział, że "może to robić wrażenie, że UE nie jest w stanie podejmować jasnych decyzji politycznych", na co źle zareagują rynki finansowe. Dlatego apelował o "jasny sygnał, że jest zgoda polityczna, by uchwalić budżet w niezmienionej formie". Wyraził przekonanie, że dojdzie do kompromisu między krajami-płatnikami netto do unijnej kasy a Parlamentem Europejskim.

Jednocześnie zaprotestował przeciwko łączeniu przyszłorocznego budżetu z rozmowami o wieloletniej perspektywie finansowej. Eurodeputowani chcą już teraz zagwarantować sobie udział w negocjacjach od samego początku i apelują o zapewnienie dochodów własnych do budżetu UE. "To są inne sprawy" - powiedział minister, wróżąc "wiele emocji" przez kolejne dwa lata w rozmowach o przyszłej perspektywie finansowej UE.

Rostowski podkreślił, że rząd Irlandii, który zapewnia, że nie potrzebuje antykryzysowej pomocy od partnerów w strefie euro, "zupełnie słusznie chce podejmować własne decyzje" w celu poprawy sytuacji finansowej, "żeby nie powstało wrażenie, że ktoś im coś dyktuje". Europejski Bank Centralny EBC oraz niektóre kraje strefy euro naciskają na Dublin, by ten jak najszybciej zwrócił się o pomoc. Chcą dzięki temu uniknąć tzw. efektu zarażenia, czyli sytuacji, w której kryzys w Irlandii rozlałby się na również borykające się z problemami Portugalię i Hiszpanię.

Dlatego eurogrupa zapowiedziała stworzenie wraz z Międzynarodowym Funduszem Walutowym (MFW) pakietu pomocowego dla irlandzkiego sektora bankowego, zastrzegając, że decyzję o pomocy musi podjąć sama Irlandia. W środę ogłoszono, że irlandzkie banki nie unikną kosztowej restrukturyzacji. W imieniu belgijskiej prezydencji w UE minister finansów Belgii Didier Reynders powiedział, że kryzysu irlandzkiego "nie da się rozwiązać bez europejskiej pomocy". By ustalić jej warunki, w czwartek w Dublinie zaczną się rozmowy z udziałem Komisji Europejskiej, EBC i MFW.